Potrzeby psa, choroby i jedzenie
Zdarza się, że u tego samego człowieka kolejny pies obojętnej
rasy jest zawsze agresywny, albo u jakiegoś człowieka kolejny
pies 'jest doprowadzony do stanu tragicznego'.
Ja myślę, ze jest to wówczas raczej zależne od
czegoś specyficznego dla tego człowieka, a nie warunków
środowiskowych, które są takie same, jak u psów innych
właścicieli, u których 'wszystko jest w porządku'. Pech? Mało
prawdopodobne. Rodzaj karmy? To tylko część tzw. środowiska. W
przypadku wątpliwości, a byłyby one uzasadnione u wspomnianych
znajomych, ja bym zastosowała weryfikacje pewników. Jeśli
mówiono, że to karma, to wykluczyłabym karmę, jako przyczynę
kłopotów, i poszukałabym gdzie indziej. Na przykład w
zaspakajaniu potrzeb właściciela (bo znane) bardziej niż w
zaspakajaniu potrzeb psa (bo enigmatyczne)?
Gdyby problemem była karma, zmiana na inną dałaby łatwo
zauważalne efekty. Jeśli zmienienie karmy nic nie dało, to by
znaczyło, że problem jest gdzieś indziej. Łatwo się jednak tak
tylko pisze. Bo choć niby łatwo stwierdzić, że coś nie działa,
gdy nie jest lepiej, mimo wprowadzenia zmiany, jednak... nie
należy do łatwych wyciągnięcie wniosku, że to, co robiliśmy do
tej pory, się nie sprawdziło i należałoby robić inaczej. TO
wymaga pokonania bariery i zaakceptowania "krytyki podjętych
dotychczas przez siebie decyzji", a więc tego, że przyjęliśmy
błędne założenie. Lepiej iść w zaparte... Dlatego w zgodzie ze
znajomością ludzkiej psychiki zakładam, że nawet całkiem sprawny
umysłowo właściciel, będący w stanie uczyć się poznawczo, czyli
obserwować, zapamiętywać i zauważać zależności, nieświadomie
będzie próbował obronić to, co robił do tej pory. Wiele osób w
najlepszej wierze miesiącami i latami robi rzeczy, od których
włos się jeży na głowie, bo 'tak im powiedziano, że będzie
dobrze', mimo piętrzenia się coraz bardziej niepokojących
zjawisk.
Ja teraz rozpatruję raczej nie to, po czyjej stronie leży wina,
tylko jakie są możliwości działania w określonych warunkach
(właściciela, psa i nacisków). Wiem że każdy odruchowo przychyla
ucha autorytetom, a taki autorytet (wet) potrafi (bardzo
niebezpiecznie*) poinformować właściciela, że pies ma uczulenie
na przykład na białko i namawiać do cudowania w sprawie pokarmu,
bo... się pojawił łupież czy pies się drapie.
Zawsze należy się przyjrzeć temu, co mówią największe nawet
autorytety, z punktu widzenia uproszczonej, dwupunktowej logiki -
na pierwszym miejscu stawiając najważniejsze - przeżycie psa.
Jeśli życie psa nie jest zagrożone przez chorobę, to na spokojnie
możemy zrobić rozważenie, czy życie psa może być zagrożone przez
któryś ze sposobów leczenia. Kilka prób leczenia i mamy gotową
odpowiedź na pytanie, czy cokolwiek działa. Naleganie na dalszą
diagnostykę różnicową doprowadzi nas prawdopodobnie do weta,
który zaszokuje nas ceną ultradokładnych badań różnicujących
poziomy przeciwciał Ig jakichśtam czyli wyciągnie z nas duże
pieniądze, nadal zajmując się diagnozowaniem podłoża objawów, a
nie szukaniem podłoża schorzenia. (Wśród ukrytych i
niewykrywalnych tak łatwo przyczyn chudnięcia jest babeszjoza -
pokleszczowe śmiertelne schorzenie).
Tak dochodzimy do drugiej kwestii - szukania bez weta źródeł
zaburzeń homeostazy w organizmie psa. To kolejne najważniejsze:
odpowiedzieć na pytanie, czy pies ma zaspokojone podstawowe
potrzeby. Jeśli ma, to wracamy myśleniem do choroby. A jeśli nie,
to zastanawiamy się, na jaka ugodę jesteśmy w stanie pójść my
ludzie, by zaspokoić te potrzeby. Potrzeby psa to nie tylko
jedzenie, picie, kąt chroniący przed zimnem, deszczem i upałem,
wyprowadzanie poza miejsce pobytu w celu wypróżnienia, ale
również zaspokojenie potrzeb socjalnych. Pies, jako zwierzę
społeczne, a więc dobrze funkcjonujące tylko w społeczności, a
nie w pojedynkę, pies potrzebuje kontaktu z innymi osobnikami tak
samo jak powietrza. Funkcjonować w społeczności oznacza, że dla
dobra ogółu i osobnika, każdy członek społeczności ma jakieś
obowiązki i prawa. Pies ma zespół wrodzonych zachowań, obecnych
jako tak zwane instynkty i zwyczaje i dzięki nim i tylko przy ich
pomocy potrafi w społeczeństwie być. Potrzeba podstawowa psa to
również prawo do wypoczynku (kilka godzin w spokoju, bez
zaczepiania, bez niepokoju) i przewidywania czyli coraz lepszego
funkcjonowania w obrębie znanych, rutynowych działań otoczenia
(pory spacerów, karmienia, wypoczynku). O zapewnieniu niezbędnego
wysiłku fizycznego i umysłowego pamiętają już chyba
wszyscy.
Taki pies, którego wszystkie potrzeby są zaspokojone, i który nie
odreagowuje przyzwyczajeń/zaburzeń nabytych w dzieciństwie, a
mimo to 'na coś choruje', powinien być obejrzany przez osobę
niezainteresowaną, najlepiej nieznajomą dla właściciela, by
przyjrzeć się, co się dzieje, bez wzajemnych ludzkich zależności
i wskazać przeoczony element.
*Uzupełnię watek uczulenia na białko. Zaniechanie podaży białka u
szczeniaka czy u rozwijającego się psa, jest niebezpieczne, bo
pies musi jeść białko. Sam go nie wyprodukuje, bo nie jest
rośliną. Troskliwy właściciel uwierzy we wszystko, co mu się
powie, a gdy ktoś zarzuci złe/szkodliwe karmienie, to właściciel
zacznie przywiązywać uwagę do karmienia i to... nie umknie uwagi
psa. Pies zacznie zachowywać się w sposób... warunkowany przez
człowieka. I przejawiać... oznaki stresu. Na przykład pod
postacią drapania, łupieżu, zmian wtórnych skórnych. Pies, który
w normalnych warunkach nie umrze mając pełną miskę, może zacząć
głodować, obawiając się tego, co będzie, gdy podejdzie do miski.
Właściciel przejmie się jeszcze bardziej i jeszcze silniej zajmie
się jedzeniem i pielęgnacja skóry. W najlepszym wypadku zastosuje
tylko zwykłe maści czy kremy i szampony, w gorszym - te ze
sterydami. Skutkiem tego (warunkowania behawioru i scieńczenia
skóry) zmiany skórne nasilą się. I tak też nasili się przekonanie
właściciela, że pies ma straszliwe uczulenie na białko/karmę czy
inny pokarm, nieustępujące po zastosowanym, bardzo starannym
leczeniu.
Kolejnym szczebelkiem w drabinie zaburzeń funkcjonowania przewodu
pokarmowego jest niezastosowanie się do... podpowiedzi psa. Mogę
uwierzyć, że pies jako zwierzę udomowione od lat mógłby sobie nie
poradzić, gdyby pozostawić go samemu sobie, jednak wiem, że geny
narzucające zachowania mające na celu utrzymanie przy życiu, gdy
chodzi o zdrowie, u każdego zwierzęcia są "w zasobach do
dyspozycji' w komórkach mimo niekorzystania z nich przez
pokolenia. (Podobnie nie zanikła u ludzi wrażliwość na zapachy
związane z fazą cyklu miesięcznego). Tak więc pies, głodzony na
dziwacznych dietach, zalecanych przez weta lub znajomych
króliczka, stara się, sam, w akcie samouzdrawiania, sięgnąć na
śmietniku po obfitą florę bakteryjną dla dobra swojego przewodu
pokarmowego, a tu właściciel stawia weto, bo przecież to jest
fuj, no i może zaszkodzić, skoro wcześniej coś psu zaszkodziło na
kiszki... A przecież nawet ludzka medycyna sięga po cudze
fekalia, dla poprawy stanu zdrowia osoby ginącej z powodu
wyjałowienia przewodu pokarmowego (jak ujawnił ostatnio serial
"Ostry dyżur").
Rozsądek nakazuje, by psa karmić. Ale by pies nie rozjadł się
nadmiernie, ani nie wybrzydzał, trzeba:
-Podawać pokarmy niemal stale te same, bo flora bakteryjna
przewodu pokarmowego psa nie przystosowuje się zbyt szybko, a z
niedostosowania wynika ograniczone przyswajanie.
-Należy też to karmienie podawać tak, by pies wiedział, że
dostanie jeść, czyli na przykład o tej samej porze, czy jak
zrobił Grzegorz - na życzenie. (Ten drugi sposób niesie za sobą
możliwość nadużyć, gdyż w miarę upływu lat pies może zasmakować w
jedzeniu, albo uznać je za jedyną rozrywkę; tak czy inaczej może
tego nadużywać, co doprowadzi właściciela do karcenia psa, za
zbyt natrętne dopominanie się jedzenia.)
-Pokarm nie może być zbyt smaczny, bo dosmaczane karmy wcale nie
muszą być najlepsze, gdy chodzi o składniki odżywcze, a i one i
pyszne sosy czy ciastka prowadzić będą do zbyt obfitego
przyjmowania posiłków.
-Jeśli pies życzy sobie zrobić głodówkę, to ją robi. Ale dla
pewności, czy wszystko jest w porządku, sprawdzamy, czy
niejedzenie dotyczy tylko pełnej miski czy również smakołyków,
takich jak treściwe psie jedzenie czyli: wołowina czy kurze
łapki, czy choćby zasmaczona porcja w misce zapachem sosu
(łyżeczka wystarczy) lub czy działauruchomienie apetytu
przez wywołanie zachowań łowczych (kulki rzucane przed psa).
To tyle, co na gorąco wybrałam w temacie potrzeby psa, choroby i jedzenie.
Click here to sign up now.
0 Comments