Obserwacje z DogObservera I
2From: Romas
Date: Tue Mar 9, 2004 8:57pm
Subject: Polowanie
W niedziele bylam na spacerze z moimi psami i pudlami oraz
jednym
malym/mlodym Lasa apso.Poprzednim razem moje psy dzialajac
zgodnie i
zespolowo atakowaly Lasaczka.Atakowaly to zle slowo.One polowaly
na
niego.Ostatnim etapem polowanie bylo dopadniecie Lasaka i
postawienie na nim
lap.Przy czym mozna sobie wyobrazc czym moze skonczyc sie
postawienie lap
Tora(60 kg) na Lasaczku ca 9kg.Mialam duze klopoty zeby upilnowac
psy.Tym
razem zupelnie inaczej.Toro poprostu przestal zauwazac Lasaka.No
nie do
konca,jak biegl bardzo zgrabnie przeskakiwal nad nim.Natomiast
Zuzia bawila
sie z Laskiem .Bardzo ostroznie robila podskoki i uniki starajac
sie nie
zawadzic go lapami.Calkowicie inna postawa niz poprzednio.Za to
na tym
spacerze moje "stado"polowalo na pudlice( chodza z nami pudel
samiec i
pudlica -suczka).Pudlica jest duza ,wieksza chyba troche od
Tora.A jednak
on uznal za stosowne wpasc na nia kilkakrotnie przy pelnej
predkosci.Az
suczka zwinele sie i jeczala.Widac bylo ,ze on wpada tak
specjalnie.Natomiast Zuzia gonila ja i zaganiala w strone
Tora.Piekny pokaz
wspolpracy.Ona dopadal uszu czy karku i spowalniala bieg suczki a
Toro
doganial i uderzal z calej sily glowa/piersia w cialo temtej
suki.Suka sie
przewracala a moje psy wskakiwaly na nia.Nie wiem
dlaczego?Zostala
postawiona teza ,ze moze Toro probuje w ten sposob zdominowac
przewodnika
tamtej sfory(bialy pudel krolewski),napadajac na jego
poddanych.Czy to ma
sens?
Sciskam magda&Z&T
13From: Romas
Date: Thu Mar 11, 2004 3:12pm
Subject: Calming Signals
Wybaczcie ,ze ja tak z wysokiego konia ale widzialam
wczoraj cos ciekawego.Trzy
kundelki ,dwa psy i suka.Czarny i brazowy pies pogryzly sie.Ja
zauwazylam ta scene jak
czarny pies byl na grzbiecie brazowego i tarmosil go ryczac przy
tym.Jak zwykle w
takich przypadkach wszystko wygladalo znacznie gorzej niz mialo
to naprawde
miejsce.Nikt nie odniosl krwawiacych ran,pomimo okropnych
jazgotow, a cale zajscie
trwalo ok. 1 min.Czarny pies puscil brazowego i odsunal sie .Do
brazowego psa
podeszla niska wilczasta suczka.Suczka i brazowy posuwali sie
bardzo malymi krokami
po jednej stronie trawnika a czarny nie spuszczal ich z oka i
szedl ,w rownie
zwolnionym tempie po drugiej stronie pasa trawy.Czarny mial
bardzo wysoko i sztywno
uniesiony ogon.I teraz to co mnie zadziwilo.Brazowy byl
pokonany(ja tak to widzialam
),stal lub dreptal pare krokow oslaniajac swoim bokiem suczke .On
odwracal glowe od
czarnego natomiast czarny wielokrotnie sie oblizywal.Obsikal
krzak patrzac na
brazowego i znow seria szybkich oblizywan przy jednoczesnej
bardzo usztywnionej
postawie ciala.Brazowy i suczka mieli taka postawe ciala jakby
uszlo z nich powietrze i
patrzyli na ziemie lub w bok ale zadne z ich sie nie
oblizywalo.Dlaczego?! Zawsze
sadzilam ,ze to oblizywanie jest zwiazane z silnym stresem, z
obawa.Czy w takim razie
brazowy jako pokonany juz sie nie bal? Czy moze zle zrozumialam
ta sytuacje i to ,ze
czarny siedzial mu na karku to tylko znaczy ,ze probowal
polepszyc swoja sytuacje ale
mu sie nie udalo i dlatego to oblizywanie.
Wielce ciekawa,dla mnie ,scena.
Sciskam m&Z&T
14From: maria_i_wilk
Date: Fri Mar 12, 2004 8:35am
Subject: Re: Polowanie
--- In dogobserver_pl@yahoogroups.com,
"Romas" wrote:
Hej Magda
jak ja tesknilam za tymi twoimi opisami! one sa tak plastyczne!
mozna jakby na wlasne
oczy zobaczyc cala scene. ja tez takie biegi widywalam. od dwoch
dni staram sie
przypomniec sobie te wszystkie sytaucje i czy da sie powiedziec,
ze maja jakies wspolne
cechy. mysle, ze wazny jest kazdy szczegol z tego twojego opisu.
> W niedziele bylam na spacerze z moimi psami i pudlami oraz
jednym malym/mlodym
Lasa apso.Poprzednim razem moje psy dzialajac zgodnie i zespolowo
atakowaly
Lasaczka.Atakowaly to zle slowo.One polowaly na niego.Ostatnim
etapem polowanie
bylo dopadniecie Lasaka i postawienie na nim lap.Przy czym mozna
sobie wyobrazc
czym moze skonczyc sie postawienie lap Tora(60 kg) na Lasaczku ca
9kg.Mialam duze
klopoty zeby upilnowac psy.
:O)))) Takie pokazy sily, radosne i w gruncie rzeczy beztroskie,
rzeczywiscie smiesza!
Ale rozumiem jak przechodza ciarki... Sama zadrzalam na calkiem
niezamierzony pokaz
sily, gdy moj wufelec bedac szczeniakiem potracil lapa...
yorka.... ja sie i zawstydzilam,
bo chwile wczesniej przekonywalam wlascicielke, ze moze byc
spokojna, bo moj nie
jest grozny... no a york polecial w powietrzu jakies 1,5 m...
>Tym razem zupelnie inaczej.Toro po prostu przestal zauwazac
Lasaka.
No nie do konca,jak biegl bardzo zgrabnie przeskakiwal nad nim.
Po radosnym biegu z pokazem sily, powiedzialabym - pelna
akceptacja w rodzaju -
wiem ze jestem silniejszy, a ty mi nie grozisz, okazujesz obawe,
wiec... jeszcze troche
cie postrasze, i w ten sposob upewnie cie, ze nie zrobie ci nic
zlego, chociaz moge.
>Natomiast Zuzia bawila sie z Laskiem .Bardzo ostroznie
robila
podskoki i uniki starajac sie nie zawadzic go lapami.Calkowicie
inna postawa niz
poprzednio.
Nie pamietam tej opowiesci co bylo poprzednio. Sprawdzila go? i
teraz prawdopodobnie
juz wiedziala, ze nie musi sie go obawiac i ze musi na niego
uwazac, byc ostrozniejsza,
by nie krzywdzic, bo on nie ma zadnej obrony.
Smieszne jak sie tak nad tym zastanowic. Oczywiscie ze ma
mozliwosc pokrzywdzic w
innych okolicznosciach mimo postawy poddania i bezbronnosci.
Ciekawe czy udaloby
sie znalezc roznice warunkujace taka a nie inna postawe wobec
niby takiego samego
zachowania atakowanego psa...?
>Za to na tym spacerze moje "stado"polowalo na pudlice( chodza
z nami pudel samiec i
pudlica -suczka).
Pamietam ja ze zdjecia. Moze zaladujesz to zdjecie do photos na yahoo?
>Pudlica jest duza ,wieksza chyba troche od Tora.A jednak on
uznal za stosowne wpasc
na nia kilkakrotnie przy pelnej predkosci.Az suczka zwinele sie i
jeczala.Widac bylo ,ze
on wpada tak specjalnie.Natomiast Zuzia gonila ja i zaganiala w
strone Tora.Piekny
pokaz wspolpracy.Ona dopadal uszu czy karku i spowalniala bieg
suczki a Toro
doganial i uderzal z calej sily glowa/piersia w cialo temtej
suki.Suka sie przewracala a
moje psy wskakiwaly na nia.Nie wiem dlaczego?
Chodzi o to dlaczgeo wskakiwaly?
Bo bieg wydaje sie takim samym radosnym popisem sprawnosci i
poczucia
bezpieczenstwa.
>Zostala postawiona teza ,ze moze Toro probuje w ten sposob
zdominowac
przewodnika tamtej sfory (bialy pudel krolewski),napadajac na
jego poddanych.Czy to
ma sens?
Tego nie wiem. Ale zeby zalozyc takie granie na nosie, trzeba by
wykluczyc jako
powod do rozemocjonowania przyczyne pt. SAMICA. Jak twierdzi
Edyta - ja jestem
seksistowska ;o) A moj Wufek twierdzi, ze jesli jakas dobra
znajoma zaczepia, to nawet
jesli... nie tego, to pobiegac mozna. Jednak przeskakuje przez
suczke przy naprawde
dopiero duzym pobudzeniu i nie dziwie sie, gdy wtedy slysze: - A
ona przed dwoma
dniami skonczyla ceiczke. albo cos w tym typie.
maria
23From: Romas
Date: Tue Mar 16, 2004 8:50pm
Subject: Re: Re: Calming Signals
W swietle tego co ja widzialam a Maria potem napisala
moznaby pokusic sie o
hipoteze ,ze ten pies(czarny) mial wewnetrzny konflikt.Byc moze
chcial
walczyc i bal sie tego.Nigdy sie nie dowiemy,ale dalo mi do
myslenia.Jak
szybko i bezkrwawo zostala zalatwiona ta sprawa.A moze tylko mi
sie wydawalo
,ze zostala zalatwiona.Moze dramat toczyl sie dalej a ja juz tego
nie
widzialam.
m.
24From: Romas
Date: Tue Mar 16, 2004 9:01pm
Subject: Program na Animalu
Niezmordowanie wyszukuje ciekawostki na Animal Planet i
ogladam.Tym razem
wizyta jednego z dziennikarzy ,zapomnialam niestety jak sie
zwal,u czesciowo
oswojonych wilkow.Piekny pokaz ludzkiej odwagi i wilczej odwagi.I
jeden i drugi nie
do konca wiedzieli co sie dzieje.Ale po kolei.Dziennikarz wszedl
na teren wilkow.Jeden
z wilkow,nie wiadomo czy to przywodca ale mozna wnioskowac ,ze
tak ,podszedl do
dziennikarza.Czlowiek staral sie byc jak najmniejszy.Usiadl na
sniegu.Wilk obwachal
jego twarz,brry trzeba miec nerwy.Czlowiek powiedzial do kamery
"przywodca lubi
mnie".Potem wilk obwachiwal czlowieka nie daja sie dotknac
natretnej rece az w koncu
wskoczyl na plecy czlowieka.Na potrzeby filmu,tak mysle ,padlo
ponownie
stwierdzenie o obopulnej sympatii choc dla mnie ewidentnie nie
chodzilo o
lubienie.Czlowiek polozyl sie calkiem na plecach dajac wilkowi
obwachac brzuch i
genitalia .Dopiero wtedy wilk odszedl chyba zwabiony karma
.Troche straszne i nie
wiadomo po co pokazane.Jesli ktos sie nie zna to robi mu tylko
wode z mozgu jakoby
wilki byly prawie jak psy.Jesli ktos ma psy i wie o co chodzi to
cala scena wygladala
zle.Ale dziennikarz ,trzeba przyznac mial zimna krew.Wielu ludzi
w tej sytaucji nie
zdobyloby sie na pokazanie brzucha.Szczegolnie jesli wezmie sie
pod uwage jak
brutalnie wilki sie uspokajaja czy dmominuja.
Ponownie doszlam do wniosku,ze moje psy to zupelnie inny gatunek
niz wilki i malo
maja wspolnego :-))
m.
25From: maiwi
Date: Wed Mar 17, 2004 8:34am
Subject: Re: Program na Animalu
At 21:01 2004-03-16 +0100, you wrote:
>Niezmordowanie wyszukuje ciekawostki na Animal Planet i
ogladam.
A jabkys jeszzce nagrywala, to moze kiedys inni mogliby to obejrzec... ;o)
>Tym razem wizyta jednego z dziennikarzy ,zapomnialam niestety
jak sie
>zwal,u czesciowo oswojonych wilkow.Piekny pokaz ludzkiej
odwagi i wilczej
>odwagi.I jeden i drugi nie do konca wiedzieli co sie
dzieje.Ale po
>kolei.Dziennikarz wszedl na teren wilkow.Jeden z wilkow,nie
wiadomo czy to
>przywodca ale mozna wnioskowac ,ze tak ,podszedl do
dziennikarza.Czlowiek
>staral sie byc jak najmniejszy.Usiadl na sniegu.Wilk obwachal
jego
>twarz,brry trzeba miec nerwy.Czlowiek powiedzial do kamery
"przywodca
>lubi mnie".Potem wilk obwachiwal czlowieka nie daja sie
dotknac
>natretnej rece az w koncu wskoczyl na plecy
czlowieka.Na
>potrzeby filmu,tak mysle ,padlo ponownie stwierdzenie o
obopulnej
>sympatii choc dla mnie ewidentnie nie chodzilo o lubienie.
Rzeczywiscie ciekawy komentarz. ;o)
Mysle ze bylo to sprawdzanie. Ale odpowiedz- czlowiek poruszyl
sie po tym wspieciu
sie na niego - byla do zaakceptowania. Gdyby sie nie ruszyl, tak
twierdzi CJ, znaczyloby
to, ze dal sie sprawdzic jako "wazniejszy". Ja mysle, ze... nie
wiem, ze to co pisze cj to
uproszczenie. Ale ludzie lubia "miec jasnosc", miec wyjasnione co
co oznacza, wiec to
jedno z uzytecznych wyjasnien. Ale Ty opisujesz, ze sie polozyl,
a wiec skorzystal z
ustapienia. Wyraznego. Nie jestem pewna ze to bylo
bezpieczniejszym wariantem.
mozna by sie zastanawiac. Niepozadany gosc na terytorium moze byc
wtedy szarpniety
za brzuch...
>Czlowiek polozyl sie calkiem na plecach dajac wilkowi
obwachac brzuch i
>genitalia .Dopiero wtedy wilk odszedl chyba zwabiony karma .
To bardzo rozsadne posuniecie ;o)
>Troche straszne i nie wiadomo po co pokazane.Jesli ktos sie
nie zna to >robi mu tylko
wode z mozgu jakoby wilki byly prawie jak psy.
Moze to jest strasznie wazne dla tych miejsc, gdzie wilki sa
mordowane ? Jak sadzisz?
W tej ksiazce biologa od wilkow z kanady, Theberge'a, widac
dokladnie obie strony
plota - po jednej ranczerzy i strzelby, po drugiej biolodzy.
>Jesli ktos ma psy i wie o co chodzi to cala scena wygladala zle.
Czemu "zle"?
Maria
29From: Romas
Date: Fri Mar 19, 2004 11:35am
Subject: Zagryzanie ofiary
Nie bojcie sie chodzi o opone samochodowa :-) Mamy z psami
taka lake na trasie
spaceru gdzie sa opony ,dwie traktorowe i jedna od samochodu.Toro
pasjami napada na
te opony i je morduje.Wczoraj dawal piekny pokaz lancucha
lowczego :-) Wiec
najpierw sztywnial na widok opony,biegl do niej ,skakal jej na
kark ,lapal zebami i
potrzasajac lamal kregoslup a potem rozpoczynal rwanie
wyimaginowanego miesa
.Czasami zarzucal sobie opone na kark,to wlasciwie sie samo
robilo jak zlapal ja zebami
za nizsza czesc ,i biegal z nia przez chwile.To oczywiscie
dotyczy tylko opony
samochodowej ,od traktoru nie umie sobie zarzucic na
szyje(jeszcze !)
Jak ktos z nas podchodzi ,to Toro ,nie przestajac gryzc opony
,przesuwa sie tak zeby byc
wypietym w nasza strone zadkiem,zebysmy nie mogli podejsc od
strony pyska.
Czytalam w DogObserver ,ze owczarki nie moga zjesc owcy jesli ta
sie nie
rusza.Natomiast ja widze ,ze Toro nie ma z tym klopotu.Opony leza
jak zabite :-) a on i
tak je napada.
Sciskam magda&Z&T
30From: Dorota Markiewicz
Date: Fri Mar 19, 2004 0:29pm
Subject: Witajcie!
Witam serdecznie!
Bardzo sie ciesze, ze moge Wami porozmawiac na temat psich
zachwan. Mam sporo
obserwacji, bo moj maly-duzy piesio jest niesamowitym
charakterkiem. Chetnie
podziele sie nimi z Wami i licze, ze pomozecie mi je
zinterpretowac. Admiral ma cztery
miesiace i jest czarnym terierem rosyjskim. Niektorzy znaja nas
zapewne z innych psich
list dyskusyjnych, bo jestesmy na wielu :)
Ja mam 33 lata, mieszkamy w Policach kolo Szczecina razem z
reszta naszego stada,
czyli pasujacym do mnie (czasami :))) facetem - Jackiem lat 36,
oraz trojka dzieci -
Basia 8lat, Dominik i Monika po 10 lat :).
Na razie tyle, mam nadzieje, ze wkrotce napisze wiecej:)
Dorota i zmeczony po spacerze Admiral
32From: maiwi
Date: Tue Mar 23, 2004 2:30pm
Subject: mlody sznaucer i chwyt za glowe
Hej
razem z Magda zawsze goraco pragnelam czytac o psach. I pisac o
nich. O tym co
zauwazam. Co w zachowaniu psa dostrzegam. Co wydaje mi sie
istotne. Niekoniecznie
zgodnie z zasadami naukowymi, bo przeciez nie kazdy je zna czy
pamieta wtedy, kiedy
obserwuje, ale zawsze z duza iloscia informacji o tym wszystkim,
co by moglo miec
znaczenie. Wydaje mi sie to bardzo ciekawe. Dlatego postanowilam
pomoc Magdzie
poprowadzic te liste technicznie. Ja pomoge przebrnac przez
zawilosci yahoo, a ona,
mam nadzieje, wzbogaci moja ciekawosc co do zachowan zwierzat o
swoje obserwacje.
Zapraszam do... no coz, moze na poczatek do pisania o psach. Do
opisywania wlasnych
psow.
Wiem Aniu, ze chcialabys porozmawiac o wiedzy na temat psow.
O
Coppingerach, o tym artykule, ktory mi przeslalas. Duze tego...
Wiec moze... TY zacznij
od tego, co bys chciala przedyskutowac najpierw ;o) Dobrze?
Ja mam taka historie do opowiedzenia, ktora chodzi mi po glowie
jakis czas i skutkuje
pozniejszymi wydarzeniami. Oto ona:
To bylo jakis rok temu. Do drzwi zapukala sasiadka z I pietra. Do
ramienia przyklejona
miala czarna, futrzana plame. "Przyszlam pokazac mojego nowego
psa", powiedziala.
Zestawila na ziemie to czarne cos z ramienia i wtedy ono
rozprostowalo sie, i
wyciagnelo nogi. Teraz widac bylo, ze to pies. ;o)
Male natychmiast podbieglo do Wufiego, ktory zastygl i wyciagnal
nos w strone
przybysza. Wufi nie ruszal sie, tylko nosem "sledzil" ruchoma
kulke. Male
podskakiwalo dokola i chwytalo zebami futro tam, gdzie dawalo
rade siegnac. Wufi
wycofal sie nieco w strone pokoju. Tymczasem sasiadka, ktorej
poprzedni pies odszedl
z tego swiata w wieku 13 lat kilka tygodni wczesniej, objasniala,
ze jej znajomej zostal
jeden szczeniak i zaproponowala wziecie go. Byla na emeryturze i
nie miala zajecia ani
towarzystwa. "Bedzie duzy", powiedzialam. Lapy malucha nie
zostawialy watpliwosci.
"Tak, suka tej znajomej byla nieplanowo pokryta chyba przez
sznaucera".
Tymczasem male wpelzlo pod brzuch Wufka i... siegnelo
zebami-szczypawkami tam,
gdzie u suki mozna znalezc sutki z mlekiem.
- Ile on ma? - zapytalam. - Nie ma jeszczzee 6 tygodni - padla
odpowiedz.
Male chwycilo najbardziej wystajacy spod brzucha Wufka element
;o) i Wufi
podskoczyl z pisnieciem, i odskoczyl, by uciec od zebow
malucha.
- On szuka mleka - wytlumaczylam.
Nastepnego dnia, gdy spotkalismy malucha na spacerze, Wufi
prysnal, jak tylko
zauwazyl czarne futro lecace w jego strone. Nie bylo watpliwosci,
ze wziecie siurka za
zrodlo mleka bylo bolesnym doswiadczeniem i powtorka nie
wchodzila w gre. Za to
maluch wytrwale szukal kontaktow ze swoim gatunkiem.
Pory naszych spacerow nie pokrywaly sie, wiec nie spotykalismy
sie przypadkowo
nawet na klatce. Troche zalowalam, bo mlode bylo bardzo mlode i
widac bylo, ze ma
spore braki w poslugiwaniu sie jezykiem, jakim psy mowia do
siebie.
Kiedys natknelismy sie na mlodego na podworku. Taniec wokol i na
Wufka zakonczyl
sie blyskawicznym chwyceniem zebami za glowe malucha. To
chwycenie trwalo
ulamek sekundy. Pani Czarnego tego chyba nie zauwazyla. Ale
maluch od tej chwili
uwazniej reagowal na pozy Wufiego i wydawane przez niego dzwieki.
Wufi sztywnial,
a maluch natychmiast przykucal. ;o) Przypadniety zadem do ziemi
wil sie i na zmiane
kierowal w strone pyska Wufka juz to zadek, juz to uszczypliwa
mordke. Jakby
walczyla w nim chec podskoczenia i wejscia w kontakt fizyczny ze
starszym psem z
wymuszona pozycja majaca zalagodzic "burkniecia" doroslego psa.
Ani razu nie doszlo wiecej do sytuacji, w ktorej Wufi ponownie
uzylby zebow. Mnie za
to sznaucer-szczypawka okropnie gryzl po rekach ;o)
maria i wufi
33From: Romas
Date: Tue Mar 23, 2004 8:35pm
Subject: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe
Ja balabym sie ,ze Wufi nie zahamuje w pore sie i zrobi
maluchowi
krzywde.Trzeba duzo wiary :-) zeby pozwolic maluchowi spotkac sie
z
doroslym samcem na terenie tego samca.
Ja mialam kilka podobnych spotkan.Zupelne maluchy Toro obwachuje
i zostawia
w spokoju.Ignoruje i dotychczas spotkane szczenieta nie mialy
odwagi
szturchac go czy cos w tym stylu.Starsze pieski na poczatku
dostaja od Tora
lanie.Jak to wyglada.Toro podbiega do takiego pieska bardzo
szybko i udeza
kilkakrotnie glowa w bok lub kark szczeniaka.Zwykle szczenie sie
przewraca
,pokazuje brzuch i Toro obwachuje go.Wacha bardzo dlugo.Odchodzi
i powraca
do wachania i wtedy zazwyczaj szczenie juz samo pokazuje
brzuch.Przy czym
tak traktuje nawet duze (wzrostowo) ale mlode pieski.Mlode
suczkitez ,
nawet te po pierwszej cieczce.
Natomiast Zuzia jak tylko powacha szczenie i ono zrobi jakis ruch
w jej
strone odrazu oddala sie.Nie ucieka w poplochu ale wyraznie widac
,ze nie
zyczy sobie kontaktu.Unika,wykreca sie ,zawraca a nawet chowa za
moimi
nogami .Jednak nigdy nie poucza szczeniakow.
Morze cierpliwosci mial Toro do jednej suczki FCR.Ona mial
zwyczaj wic sie
przed jego glowa i jednoczesnie lizac go po pysku.Toro bardzo
dlugo
potrafiil to wytrzymac az nawet my ludzie bylismy tym
zniecierpliwieni.Odwracal tylko glowe to w jedna to w druga
strone.
Sciskam magda&Z&T
34From: Romas
Date: Tue Mar 23, 2004 8:44pm
Subject: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe
Cos jeszcze mi sie przypomnialo.Moja Zuzia byla doskonale
zsocjalizowana
z psami ,bo bardzo dlugo przebywala w kojcu.Mialam moznosc
obserwowac
innego sznucera ,od szczeniectwa.I zauwazylam ,choc nie wiem na
ile to jest
rysem tej rasy,ze byl bardzo natretny i slabo rozumial sygnaly
plynace od
innych psow.Poczatkowo bal sie psow ale jak juz przelamaml lek
pozwalal
sobie z kolei na zbyt wiele.
Bylam z tym sznucerkiem i moim Torem na spacerku.Sznaucer mial
wtedy ok.
6-8 mcy.Bezustannie skakal na Tora,na kark.Toro tolerowal to dosc
dlugo
.Kiedy przyszlismy do domu to samo zrobil ten piesek kiedy
wszyscy
weszlismy do pokoju.Skoczyl Torowi na kark i zlapal go zebami za
ucho.I tu
juz musialam wkroczyc bo mina Tora,jego calkowite zesztywnienie i
pomruk
jaki rodzil sie w gardle nie wrozyl nic dobrego. Ja zlapalam Tora
za pysk
a druga reka za obroze ciagnac do tylu zeby wyprowadzic z
pokoju.Natomiast
piesek wogole nie rozpoznal u Tora oznak nadchodzacej agresji i
skakal na
tyl Tora gdy ja walczylam z przodem.Po tym doswiadczeniu bardzo
jestem
ostrozna jesli chodzi o wizytu pieskow ,malych czy duzych w
naszym
domu.Mysle ,ze za ciasno tu i to moze powodowac dyskomfort u
Tora.Ale
wracajac do sznucera one wogole sa bardzo zywe i zastanawiam sie
jak
ogolnie ukladaja sie ich stosunki z innymi psami.Naszego
znajomego sznucera
dosc zle.
Sciskam magda&Z&T
38From: annabryc
Date: Thu Mar 25, 2004 3:30pm
Subject: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe/o czym chcemy pisac
sorki, jesli jeszcze raz to samo, jakos mi nie wyslalo
poprzednio
A.
******************
> Zapraszam do... no coz, moze na poczatek do pisania o psach.
Do opisywania
> wlasnych psow.
> Wiem Aniu, ze chcialabys porozmawiac o wiedzy na temat psow.
O
> Coppingerach, o tym artykule, ktory mi przeslalas. Duze
tego... Wiec
> moze... TY zacznij od tego, co bys chciala przedyskutowac
najpierw ;o) Dobrze?
>
Ojej, czuje sie wywolana do tablicy. Chcialabym rozwazac i
interpretowac zachowania
psow: czyli dokladnie to co robimy. W tym tez miesci sie wiedza
jak te nasze pieski
wyewoluowaly - no i zagadnienia z tym zwiazane: experymenty,
teorie, nowe odkrycia.
Obie z Magda macie doskonaly zmysl obserwacji, tak ze czytanie o
waszych
obserwacjach bardzo wzbogaca. Z tym chyba trzeba sie urodzic.
Magda nawet potrafila
cos trafnego powiedziec o Denarze gdy byla skupiona na wlasnym
psie (spotkania w
parku Skaryszewskim. Reasumujac: dyskusja na temat stosunkow
Wufi-sznaucerek
bardzo jest OK.:-)
Gdyby to moja sasiadka przyszla ze szczeniaczkiem nie
moglabym
zostawic ich samopas: mialam juz podobne sytuacje. Denar nie
bardzo wie co z takim
szczeniakem zrobic. Najpierw obwachuje, potem gdy szczeniak
zaczyna podskakiwac
kuli sie i wycofuje: gdy ma gdzie sie wycofac jest OK. Gdy nie ma
a szczeniak jest
namolny potrafi szczeniaka z warkotem "zaatakowac" - pisze w
apostrofach bo to tak
wyglada, ale szczeniak zostaje caly. Ale wlasciciele reaguja
ostro...
buziaczki
Ania, Guy i Denar
41From: Romas
Date: Thu Mar 25, 2004 6:18pm
Subject: Re: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe/o czym chcemy
pisac
Milo mi Aniu byc chwalona :-) jednak wydaje mi sie ,ze
wiekszosc z nas
zauwaza rozne ciekawe zachowanie swoich psow .Tylko wszyscy jakos
kisza te
wiadomosci dla siebie :-) Ja bardzo chcialabym wynagrodzic moim
psom te lata
kiedy ich nie rozumialam .A moze zblizyc sie do nich i dlatego
tak pilnie
sledze ich poczynania,magazynuje w pamieci a potem dziele sie
jesli tylko
znajde jakiegokolwiek sluchacza :-)Ale samo dzielenie sie
obserwacjami to
malo i za malo, bo chcialabym jeszcze z kims przedyskutowac to co
widzialam
i przekonac sie czy dobrze mysle.
Wiec widzialam taka rzecz :-) nasza swinka morska biegala po
mieszkaniu.W
jednym miejscu nasikala i cos innego....:-) To zostalo malo
starannie
sprzatniete( ach te dzieci).Przyszly psy.Obwachaly to miejsce
,Toro nawet
polizal ,on czesto tak wacha i smakuje jednoczesnie.Ale na
obwachiwaniu
koniec.Przyszedl kot.Obwachal to miejsce ,zamyslil sie z otwartym
pyskiem(tu
chyba wlaczyl do badania narzad Jacobsona-mam nadzieje ,ze nie
myle
nazwiska badacza ktory odkryl w pysku kota ten receptor) a potem
wytarzal
sie wielokrotnie w tym miejscu.Szczegolnie dokladnie nacierala
sobie nasza
koteczka okolice szyji i podbrodek.To mnie zaciekawilo.Jasne dla
mnie bylo
,ze kot maskowal swoj zapach odchodami roslinozercy.Czytalam ,ze
lwy tez
tak robia .Dlaczego jednak psy tak nie zrobily.Czy zwierzyna
zyjaca z
nami jest dla psow nie lowna a wiec jej zapachy tez sie nie
nadaja do
maskowania?Czy moje psy nie poluja,bo nie poluja,wiec maskowanie
nie
potrzebne.Ale w lesie sie tarzaja ,w czym to nie wiem, bo
trudno
stwierdzic.Jeszcze jedna zagadka:-)
Sciskam m&Z&T
44From: Dorota Markiewicz
Date: Thu Mar 25, 2004 7:31pm
Subject: Re: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe/ o czym
chcemy dyskutowac
> wycofac jest OK. Gdy nie ma a szczeniak jest namolny
potrafi
> szczeniaka z warkotem "zaatakowac" - pisze w apostrofach bo
to tak
> wyglada, ale szczeniak zostaje caly. Ale wlasciciele reaguja
ostro.
No wlasnie.... Ci wlasciciele...
Chodzimy z Admiralem na poranny spacer z kilkoma psiakami.
Wiekszosc sie
zmienia, na stale chodzi z nami Ares, 7-8 miesieczny boksio oraz
Aksel, 13
miesieczny dobek. Obserwacji mam kupe, brak tylko czasu, by je
wszystkie
opisac... Ale powyzsza opowiesc zainspirowala mnie do opisania
Wam jednego
zdarzenia.
Pewnego poranka szlismy sobie na spacer Admiral i Ares oraz ja i
pan
Aresa... Na koncu polanki spotkalismy pania z Atosem, bokserem
3-4letnim
(zapomnialam zapytac dokladnie o wiek, a od tamtego czasu sie
nie
spotkalysmy). Psy bawily sie bardzo ladnie. W pewnym momencie
pani wpadla na
genialny pomysl, by nakarmic boksie smakolykiem. Dala jedna
polowke
eukanubowej kostki Aresowi i druga swojemy psu :)) Ares jest
niesamowitym
okurzaczem, wiec swoj smakolyk zjadl, zanim go pani z reki
wypuscila, a ten
drugi sie namyslal... Wiec Ares chcial mu pomoc i podlecial do
lezacej na
ziemi kostki. Wszystko dalej trwalo mgnienie oka. Atos napial
miesnie,
opuscil glowe do smakolyka i zagulgotal glucho. Ares specjalnie
sie nie
przejal i probowal wepchac morde miedzy Atosa i smakolyk i wtedy
Atos na
niego wystartowal. Zakotlowalo sie. Ares nie specjalnie chcial
odpuscic,
mimo ze lezal juz przygnieciony do ziemi przez Atosa, oba
gulgotaly bardzo
mocno, ale zebow nie uzyl zaden ani razu. Wlasciciele oczywiscie
nie
poczekali, az sie psy dogadaly, tylko sila je rozdzielili. Atos
przez kilka
minut ozniej jeszcze warczal na Aresa, ale nie dane bylo im sie
wiecej
bawic, bo pani Atosa stwierdzila, ze jest to pies agresywny i
wlasnie ma z
nim takie klopoty. Widzialam wszystko z boku i musze powiedziec,
ze bardzo
mi sie podobalo. Mysle, ze gdyby zostawili im tak ze trzy minuty,
to
szybciutko dogadalyby sie, bo Ares wyraznie miekl pod Atosem.
Mysle tez, ze
Ares nabralby szacunku dla Atosa i zachowywal sie grzeczniej.
Najlepszym
dowodem na to jest moj Admiral. On jest psem o ktorym mozna
powiedziec
wszystko, tylko nie to, ze sie czegos boi. Ostatnio np. bylismy
na spacerze
w rejonie, gdzie pilarze cieli drzewa. Huk, lomot, halas pil...
Admiral byl
zachwycony. Psow nie boi sie tym bardziej. Bez wzgledu na
rozmiar, kazdy
nadaje sie do zabawy. Staram sie, zeby to psy podchodzily do nas,
bo Admiral
jest strasznie narwany - skacze do innych psow, paca je lapa,
najbardziej
cierpliwy pies by tego nie wytrzymal. Chyba, ze jest szczeniakiem
:))). Otoz
zdarzalo nam sie kilkanascie razy trafic na psa, ktory nie chcial
wcale
zadawac sie z moim psem. Jedne byly mniejsze, inne wieksze, ale
generalnie
nie chcialy sie nawet powachac. Oczywiscie moj pies nie uwierzyl
w trakie
cos. Nie ma przecie mozliwosci, zeby ktos nie chcial sie z nim
bawic... Psy
gonily go warknieciem, ale Admiral pomyslal, ze skoro z tej
strony nie, to
moze z drugiej. Z drugiej tez sie nie podobal, pies klapnal
zebami albo
warknal, calym soba dawal do zrozumienia, ze nie chce miec z tym
gowniarzem
do czynienia. Admiral stal oslupialy, ale nie nalegal juz wiecej.
I
nastepnym razem, jak spotykalismy te psy, to niespecjalnie sie do
nich rwal.
Na teraz to wszystko, bo mi sie dzieci szarpia... Chyba im kupie
po
kolczatce :))))
Dorota ( zwiadowca ze Szczecina) i Admiral (przedmiot zwiadu)
45From: Romas
Date: Fri Mar 26, 2004 8:12am
Subject: Wlasciciele bylo : mlody sznaucer i chwyt za glowe/ o
czym chcemy dyskutowac
Tak ,ja nie raz obserwowalam ,ze wlascicele (na czele ze
mna) nie dadza psom
sie dogadac.
Pies z twojego opisu,Atos ,byl bardzo cierpliwy i zrownowazony.O
jedzenie
moze byc okropna bojka.Mialam przypadek ze, rzucilam Zuzi ,w
obecnosci
Ziutka Wandy ,patyczek.Ziutek bardzo ladnie do tego momentu
wspolpracowal z
Zuzia.Jak rzucilam patyk oba psy pognaly do niego.Kazde uwazalo
,ze musi go
miec.Zuzia napadla na Ziutka a on bronil sie .Przez chwile
uderzaly zebami
w powietrzu ,jakby mowiac "patrz co Ci zrobie".Wiem ,ze to nie
dobry opis
ale tak to wygladalo.Ciosy odslonietymi zebami nie dosiegaly
przeciwnika.W
koncu Ziutek zakrecil cialo odslaniajac bok,a do tej pory
pokazywal front
.Zuzia dopadla tego boku i klikakrotnie ugryzla/uderzyla go w
okolice
barku.Chcialam ja powstrzymac wiec oczywiscie krzyknelam i
postapilam krok
w jej strone.Wydawalo sie ,ze ona jest bardzo zajadla w
swoim
poczynaniu.Inaczej niz walczacy Toro.Nie usztywniala sie, tylko
szybkie
wsciekle napasci z jazgotem.Sytuacje udalo sie rozladowac
,odwolac psy.Juz
nigdy wiecej nie rzuce patyka miedzy psy (obce sobie).Ziutek
potem troche
bal sie Zuzi i okazywal to odwracajac glowe i omijajac ja.Nie
wiem czy tu
,tak jak w opisywanym przez Dorote przypadku,wystarczyloby
poczekac.Dla
Zuzi patyki sa najwyzej cenionym dobrem :-) I wogole suki jakos
inaczej
walcza.
Moja Zuzia jak spotka takiego natreta jak Admiral :-) to odbiega
lekko
skulona i oglada sie przez ramie.Ten gest jest bardzo podobny
do
postawy/gestu dziecka ktore czegos nie chce .Takie samo leciutkie
skulenie
ciala i obracanie glowy za siebie aby odchodzac obserwowac
"rzecz" :-)
Sciskam magda&Z&T
46From: maiwi
Date: Fri Mar 26, 2004 8:31am
Subject: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe
Magda pisze:
"Bylam z tym sznucerkiem i moim Torem na spacerku.Sznaucer mial
wtedy ok.
6-8 mcy.Bezustannie skakal na Tora,na kark.Toro tolerowal to dosc
dlugo
.Kiedy przyszlismy do domu to samo zrobil ten piesek kiedy
wszyscy
weszlismy do pokoju.Skoczyl Torowi na kark i zlapal go zebami za
ucho.I tu
juz musialam wkroczyc bo mina Tora,jego calkowite zesztywnienie i
pomruk
jaki rodzil sie w gardle nie wrozyl nic dobrego. Ja zlapalam Tora
za pysk
a druga reka za obroze ciagnac do tylu zeby wyprowadzic z
pokoju.Natomiast
piesek wogole nie rozpoznal u Tora oznak nadchodzacej agresji i
skakal na
tyl Tora gdy ja walczylam z przodem.Po tym doswiadczeniu bardzo
jestem
ostrozna jesli chodzi o wizytu pieskow ,malych czy duzych w
naszym
domu.Mysle ,ze za ciasno tu i to moze powodowac dyskomfort u
Tora.Ale
wracajac do sznucera one wogole sa bardzo zywe i zastanawiam sie
jak
ogolnie ukladaja sie ich stosunki z innymi psami.Naszego
znajomego sznucera
dosc zle.
Sciskam magda&Z&T"
Ciekawe ze o tym wspomnialas ;o)
A tak wygladal nasz ciag dalszy...
Mielismy w planach wyprowadzic sie w okresie, gdy mlody sznaucer
z dolu bedzie w
wieku 8 miesiecy, wiec prawde mowiac wcale nie przejmowalam sie
sytuacja
ewentualnego zagrozenia przy dalszych kontaktach doroslych psow,
jesli sie ze soba nie
zaprzyjaznia. Czarny, jak wiesz, byl bardzo mlodo zabrany od
matki i rodzenstwa, nie
mial okazji nauczyc sie "rozmawiac" z psami, wiec gdyby mial
nerwowy charakter, i byl
lekliwy, moglby byc problem. Mlody wychowywany byl metoda
zakazow, szarpniec i
kolczatki. I to tez, oprocz duzej sily niewybieganego psa, moglo
wrozyc klopoty.
Moglo.
Nie wyprowadzilismy sie i dalej mieszkamy w tym samym miejscu.
Pierwsze spotkanie z Czarnym po wielomiesiecznej przerwie odbylo
sie niedawno, w
maksymalnie niewygodnych warunkach (oba psy na smyczy). Czarny
ok. 1 roku, moj -
6 lat.
Hihihi. Nie powiem. Mialam obawy, gdy zobaczylam go ciagnacego
cala sila swoja
pania w nasza strone. I szczekajacego tubalnym basem w naszym
kierunku. Niewielka
nadzieje obudzil we mnie przepraszajacy i usmiechniety glos
sasiadki pokrzykujacej do
swojego psa: "Och Czarny, nie ciagnij tak do kolegi". Ona sie
tego NIE BALA. Bedzie
ok.
Popuscilam smycz luzno i zwolnilam. Czarny w pelnym pedzie, caly
czas szczekajac
wbiegl na Wufka. Wyhamowal w ostatniej chwili na tyle tylko, ze
go nie staranowal,
tylko wspial sie lapami na grzbiet mojego psa. Podrygiwal przy
tym jak pileczka,
wirujac wraz ze swoja pania i okrecal sie wokol Wufka tak, ze za
chwile obie smycze
skrocily sie i sila przyciagaly glowy psow do siebie. Panie
siegnela nad i miedzy psy,
zeby rozplatac smycze. Bedzie awantura? Obecne sa przeciez niemal
wszystkie czynniki
niezbedne do wszczecia walki!
Wymuszone skrocenie odleglosci, wspiecie na starszego i czesto,
hm, zasadniczego psa,
do tego wyciagniecie ludzkiej reki do psow! To moglo wywolac
walke. Czynnik
zapalny. A gdzie tam! Wufi warknal, odskoczyl, i odeszlismy. My z
pania
wymienilysmy jeszcze zwyczajowe grzecznosci. A rozmerdany Czarny,
juz calkiem
utracil wyglad zagrozenia ;o)
Nic sie nie stalo. A BYLO rzucenie sie ze szczekaniem w strone
mojego psa i warczenie
mojego psa... Tak mysle, ze dlatego, ze NIE BYLO STRESU
zwiazanego z obawa.
Bylby przy nieznanym osobniku ;O))) A tu - one sie znaly i sie
siebie nie baly!
Zastanawiam sie czemu zawdzieczam mozliwosc dokonania tej
obserwacji... moze
temu, ze sasiadka z dolu tez byla przekonana o tym, ze mlode nie
zje Wufka a Wufek
jego? ;o>
Pamietam z innych list dyskusyjnych, ze rzucenie sie ze
szczekaniem w strone drugiego
psa przytaczane bywalo jako sytuacja zagrozenia atakiem i cos,
czego trzeba sie bac, bo
"bedzie walka". Stanowilo to zwykle zaczatek dyskusji, jak sobie
poradzic z takim
psem. Na tzw. listach "pozytywnych" wypowiedzi ograniczaly sie do
rad, jak skutecznie
odwrocic uwage "atakujacego" psa, a raczej zwrocic uwage psa na
jego wlasciciela.
Dodatkowo wspierano to calym zestawem stopniowego odwrazliwiania,
zwracania
uwagi na odleglosci i poszerzania socjalizacji. A na listach dla
"psow agresywnych"
oraz na "zwyklych" psich listach po rowni mieszaly sie z tymi
metodami sposoby
odwracania dominacji lacznie z metodami totalnego zastraszania
psa.
Ja nie zrobilam nic i takie byly moje obserwacje ;o)
maria i wufi
47From: maiwi
Date: Fri Mar 26, 2004 8:33am
Subject: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe
Magda pisze:
"Ja balabym sie ,ze Wufi nie zahamuje w pore sie i zrobi
maluchowi
krzywde.Trzeba duzo wiary :-) zeby pozwolic maluchowi spotkac sie
z
doroslym samcem na terenie tego samca."
Masz calkowicie racje mowiac o uwazaniu. ;o)
Doswiadczenie, zeby wiedziec, czego moge sie spodziewac po moim
psie zbieralam
latami. WIELE razy mnie zaskoczyl. Najpierw, jak wiesz, nazywalam
go "niemym
wilkiem", bo zupelnie "nic nie mowil". To znaczy ja NIE WIDZIALAM
w jego
zachowaniu ZADNYCH komunikatow, jakie wczesniej rozumialam u
psow.
Teraz... hm... coz teraz jestem czasem nawet bardziej uwazna, bo
znam caly zestaw
tego, czym ten pies dysponuje w roznych sytuacjach. Ale wiem, ze
moge zaufac temu,
ze istnieje zestaw regul, ktorymi sie posluguje moj pies. I ze w
danych warunkach,
danego otoczenia, dla DANEJ sytuacji sa one niezmienne.
Jedna z takich regul to "prawo szczeniaka" ;o) Te piranie
;o>>> mogly sie wieszac na
naszych psach (moim - husku, i malamucie - Broku) nawet, gdy one
same byly jeszcze
mlodziakami (ok. 1-1,5). Bliska jestem wyciagniecia wniosku, ze w
tych rasach bardzo
silne jest przestrzeganie i wrazliwosc na zachowania socjalne
innych psow. Zwlaszcza,
gdy psy dlugo zostana w miocie. (Kurcze, szkoda, ze nie czytalas
nr3 ;o)
Minely tygodnie, potem miesiace. Maly rosl w tempie blyskawicy.
Bardzo rzadkie byly
kontakty psow i szybko sie konczyly ostrzegawczym warknieciem
Wufiego, i ucieczka
od zebow piranii. Nie martwilam sie o przebieg spotkan, bo bylam
pewna, ze szczeniaka
chroni "prawo szczeniaka", i ze Wufi nie zrobi malemu zadnej
krzywdy, ale nie bylam
pewna, jak zareaguje pani Czarnego na proby ukrocenia (z TYPOWYM
przyszpileniem
za glowe). A poniewaz mlode bylo pozbawione kontaktow z
rowiesnikami, to kto mu
mial powiedziec, ze nie trza gryzc? Za mlode bylo mlode wyrwane z
gniazda...
Wufi zwykle tak samo jak Zuzia raczej zastygnie, odwroci glowe,
czy ucieknie od
napastliwego szczeniaka ;o) ale bywa, ze ostrzegawczo warczy, a
nie kazdy czlowiek
rozumie warczenie psa jako wychowawcze, a nie jako zapowiedz
gryzienia ;o)
Sytuacja na podworku, o ktorej napisalam, gdzie niby nic nie
powinno "przypierac do
muru", byla... z zaskoczenia. To podworko jest jednym z dwoch
terenow na ktorych
Wufi przejawia jakiekolwiek zachowania terytorialne (drugi to
drozka przy plocie
pierwszej "ukochanej" suki Wufka). A ja zupelnie o tym
zapomnialam. Wlasciwie
jednak to nie mam pewnosci, ze terytorializm mial z tym cos
wspolnego... Potem w
warunkach klatki schodowej okazalo sie, ze nie ma problemu. Jakby
Wufi coraz mniej
sie malego bal. No dobra, obawial ;o)
"Ja mialam kilka podobnych spotkan.Zupelne maluchy Toro obwachuje
i zostawia
w spokoju."
Wufi tez.
"Ignoruje i dotychczas spotkane szczenieta nie mialy odwagi
szturchac go czy cos w tym stylu."
Albo uciekaja za nogi czlowieka ;o)
"Starsze pieski na poczatku dostaja od Tora
lanie.Jak to wyglada.Toro podbiega do takiego pieska bardzo
szybko i udeza
kilkakrotnie glowa w bok lub kark szczeniaka."
Bardzo skuteczny sposob napominania ;o) Malamuty tak sie
zachowuja wobec
niesfornych podrostkow.
"Zwykle szczenie sie przewraca
,pokazuje brzuch i Toro obwachuje go.Wacha bardzo dlugo.Odchodzi
i powraca
do wachania i wtedy zazwyczaj szczenie juz samo pokazuje brzuch."
No widzisz! Nauczylo sie! One sie tego blyskawicznie ucza.
;o)
Po to zaklada sie klasy szczeniat z doroslymi samcami, nie zeby
te samce zagryzly
maluchy, ale po to, zeby nauczyly sie blyskawicznie oceniac,
kiedy moga dalej
startowac, a kiedy natychmiast trzeba rzucic sie na ziemie z
brzuchem do gory. W takich
szkolach dobrze rowniez, gdy jest jakis warkliwy dorosly, bo to
uczy i pieska i ludzi, ze
od warczenia do ugryzienia sa laaaata swietlne.
"Przy czym
tak traktuje nawet duze (wzrostowo) ale mlode pieski.Mlode
suczkitez ,
nawet te po pierwszej cieczce."
Tak, tez zauwazylam, ze nie wielkosc tylko wiek ma znaczenie.
"Natomiast Zuzia jak tylko powacha szczenie i ono zrobi jakis
ruch w jej
strone odrazu oddala sie.Nie ucieka w poplochu ale wyraznie widac
,ze nie
zyczy sobie kontaktu.Unika,wykreca sie ,zawraca a nawet chowa za
moimi
nogami .Jednak nigdy nie poucza szczeniakow."
To bardzo podobne do zachowania Wufiego. A co do pouczania... to
on tak sie
zachowal po raz pierwszy wobec tak bardzo mlodego psa. Wczesniej
to na takie
podrostki do 4 miesiaca nawet nie warczal. Na starsze - owszem.
Moze szczenieta w
tym wieku zaczynaja byc uczone zasad utrzymywania dystansu przez
dorosle psy?
"Morze cierpliwosci mial Toro do jednej suczki FCR."
A coz to takiego FCR?
"Ona mial zwyczaj wic sie
przed jego glowa i jednoczesnie lizac go po pysku.Toro bardzo
dlugo
potrafiil to wytrzymac az nawet my ludzie bylismy tym
zniecierpliwieni.Odwracal tylko glowe to w jedna to w druga
strone."
Takie zachowanie z lizaniem pyska musi chyba jest bardzo
pacyfikujace ;o) Moze
dlatego Wufek tak wytrwale mnie lize :O)))
maria i puszek
50From: alias_ika_hetnet
Date: Sun Mar 28, 2004 0:45pm
Subject: Re: OT: wilki, psy i ludzie
"Bryc, Anna" wrote:
> Inny uczony Brian Hare z Harvardu przeprowadzil podobne
experymenty.
> Wskazywal cos palcem i wiekszosc psow lapala o co chodzi. W
przeciwienstwie
> do szympansow (tak przeciez do nas podobnych) i wilkow. One
nie rozumialy
> powiazania wyciagnietego palca z rzecza lezaca troche dalej.
CeeCee i Scotty tez szybko reaguja na wskazujaca reke czlowieka.
Podczas czytania maila Ani wskazalam reka na mojego faceta.
Scotty siedziala miedzy
nim a mna, plecami do niego. Od razu odwrocila sie i zaczela
wyczekujaco przygladac
sie Ferriemu. Wiedziala wiec co wskazalam.
No, ok: 1,80-metrowego czlowieka nietrudno zauwazyc.
Mogl wiec to byc przypadek.
Fer przyniosl wiec cichaczem kilka Frolicsow i polozyl jednego o
jakies 3,5 metra od
Scotty, w miejscu, gdzie NIE RZUCAL SIE w oczy.
Ja odwracalam uwage Scotty - tak aby ona sama calej tej akcji nie
zauwazyla.
W pewnym momencie wskazalam reka w kierunku Frolicsa (naprzeciwko
mnie,
dokladnie za plecami Scotty).
Scotty bze wahania podazyla w kierunku, ktory wskazalam.
W polowie drogi zatrzymala sie, odwrocila glowe i spojrzala w
moja strone.
Wskazalam reka jeszcze raz. Scotty przeszla nastepny metr,
zaczela sie rozgladac i
znalazla Frolicsa.
ika i Scotty.
52From: Romas
Date: Mon Mar 29, 2004 3:02pm
Subject: Re: Re: mlody sznaucer i chwyt za glowe/ o czym
chcemy dyskutowac
Tak sobie myslalam czytajac ten przeslany
> przez Ciebie artykul, ze byloby fajnie spotkan sie gdzies, i
przez kilka
> dni, z psami lub nie - na pewno daloby sie znalezc sposob by
sioe nie
> zagryzaly, - i wtedy omowic to co nam po glowach chodzi.
Tak ,to byloby piekne :-) I nie sadze,zeby nasze psy mialy
sie
pozagryzac.Dzis znow z Zuzia ,Torem i Ziutkiem hasalismy po
okolicznych
lasach.
Teraz to Toro juz nawet bez kaganca.Widze ,ze chlopaki schodza
sobie z drogi
to co bede go meczyc tym kagancem.
Niestety Zuzia nam szkodzila.Ona zawsze jak jest wiecej niz jeden
pies
zaczyna rozrabiac.Biega ,skacze na Tora ,gryzie go bolesnie w
uszy,atakuje z
zasadzki.W koncu musze ja brac na smycz ,bo on wyglada na
prawdziwie
zmaltretowanego.
Tak i tym razem Zuzia po chwili spaceru musiala pojsc na smycz
,bo balam
sie ,ze w koncu zrobi krzywde Torowi.Ona nie zartuje gryzie do
krwi i nie
zaprzestaje ataku mimo jego bardzo silnych CS-ow.Ciekawe
,ze
Ziutka,sploszonego nerwusa ,nigdy tak nie atakuje.A na przyklad
Mercedes
,pudlice, i owszem.
Chcialabym wiedziec czym moja suka kieruje sie wybierajac
ofiare.I
dlaczego Toro jej nie odda tylko pokornie to znosi.Gdy tymczasem
wystarczy
mu ,ze inny pies krzywo spojrzy zeby skakac na niego z
rykiem.
Gdyby tak raz ryknal na Zuzie na pewno by sie uspokoila .A tak ja
ja musze
dyscyplinowac i prowadzac potem dwie godziny (bo tyle blakalysmy
sie po
lesie :-)) na smyczy.Ech...
Dziewczyny ,jeslibysmy chcialy sie spotkac w lato to ja jak
najbardziej
jestem za.Mam nawet ew.przystan na takie spotkanie...
Sciskam magda&Z&T
55From: Romas
Date: Tue Mar 30, 2004 0:30pm
Subject: Odchodzenie od psow
Ha! bardzo jestem zadowolona dlatego napisze Wam co mnie
dzis spotkalo.
Odprowadzilam dziecie do szkoly ,razem z Torem.Potem poszlismy
stala trasa
na laki.Toro biegl przodem (tym razem bez kaganca).Jakies 10-15
metrow
przed nami pojawil sie czarny pies ,duzy.
Toro zastygl przodem do tamtego psa,jednoczesnie bedac ode mnie
na jakies
dobre 5-8 m.Tamten pies stal tak troche skosem, tez
calkowicie
nieruchomo.Pokazywal bok i bacznie na nas patrzyl.
Ja zaczelam odsuwac sie od Tora i zawolalam raz,drugi z
wiekszym
naciskiem"Toro,chodz idziemy".
Chwila wachania ze strony Tora i nagle miesnie flaczeja a pies
wraca do
mnie .Hura!
Chwile wczesniej za plotem ujadal piesek .Toro podbiegl do plotu
,kilka
baranich skokow i na moje wolanie powrot do nogi.Zawsze reagowal
agresja na
te psy za plotem a tu nagle jakies szczeniackie skoki.
Dwie doskonale rozwiazane przez Tora sytuacje .
Jakze sie ciesze :-))))
Sciskam magda&Z&T
59From: Haszczaki
Date: Tue Mar 30, 2004 4:05pm
Subject: Re: witam haski w paski!
Hej ! No jestem, jestem..... :))) Przywialo mnie tu za
listem Marii...:))
Witam wszystkich serdecznie ! Wolno na tej liscie zalaczaa cos,
czy tylko do Files na
Yahoo...?
Przedstawialam sie na A_TO_MY_WILKI mniej wiecej tak:
"Mamy dwa husky. Pierwszym jest przygarnietym (choa to i tak jest
bardzo
nieprecyzyjne okreslenie) Manu, wtedy mial prawie 4 lata, jest u
nas ju? dwa
lata. Mial strasznie pokrecone ?ycie, wielu wlascicieli itp. jest
bardzo
specyficzny i niezale?ny nawet jak na husky, wlasciwie to to jest
jedna
wielka chodzaca Niezale?nosa...:) Drugiego, Chinooka, kupilismy
ju?
swiadomi tego, ?e chcemy z husky trenowaa.
Ma troche ponad 1,5 roku i wlasnie go pozbawilismy jaj.... :>
Nie bijcie. !
:))) Trenujemy.:) Glównie Waldek (ma?), ale powoli udaje nam sie
namawiaa ludzi
na po?yczanie swoich husky na treningi [bo sami kurka cos nie
chca ! :( ] i
sama bede sie wiecej czynnie udzielaa. Bo jak na razie to ja
jestem wiecej
teoretyk, organizator i "szkoleniowiec" (hiii..) psów. :) a
Waldek z dwoma
radosnie sobie smiga. Nawet na zawodach sie udzielamy od tego
sezonu :) -
jak tylko terminy nie koliduja z uczelnia Waldka."
No i Maria sie smieje z mojego Futrzaka....:) Dlugi wlos u husky
to
niezgodnosa ze wzorcem i w teorii takie psy nie moga bya
rozmna?ane. Ale
jednak i wsród rodowodowych sie dlugowlose zdarzaja, a co dopiero
u
bezpapierkowców" ! :)
Manu sie urodzil we Francji w polowie 1998 roku. PrzywieYli go
stamtad
Polacy, którzy czesto gesto tam siedza w tym kraju. Juz wtedy oni
byli co
najmniej trzecimi wlascicielami (mam na to dowody). Pies w Polsce
byl czesto
pozostawiany miesiacami pod opieka pewnej osoby (a oni w kurs do
Francji
znowu) i zostal ukradziony. Jakos smiesznie ukradziony, bo Ci,
jak
przyjechali, potrafili go odnaleYa... Chyba jakis znajomy im
numer wywinal i
sprzedal psa... ale to tylko gdybam. Manu potem trafil do ciotki
me?a jako
rodowodowy pies do stró?owania" za 200 zl :))))))) Za rodowód
robilo
francuskie potwierdzenie szczepienia p. wsciekliYnie zalaczone do
ksia?eczki
:) Ciotce pies po kilku miesiacach uciekl. W ogóle u niej nie
powinien bya
husky, mial tam Yle po prostu. Ciotka go nie szukala za bardzo,
wszyscy na
psie polo?yli krzyzyk a? kiedys go zauwa?ylismy na wylocie
miasta. Po dwoch
miesiacach ! Tyle sobie ?yl na wolnosci. Od razu akcja
poszukiwawcza i po 4
dniach pies byl u nas. (pierwszy dzien wiosny 2002 roku). Nie
bylo mowy,
?eby ponownie trafil do ciotki, ona zreszta nie nalegala. Po
tygodniu do
ciotki przyjechali ci Polacy, co go z Francji przywieYli.
Niedawno do kraju
wrócili i rozpoczeli akcje poszukiwawcza, a poniewa? ten
"zlodziej" to byl
znajomy, badY rodzina, to chyba nie mieli problemu. Umowilismy
sie na
spotkanie z dusza na ramieniu (moj wielki placz w domu, ?e go
zabiora ! ).
Ciotka uspokajala, ?e chyba chca go nam zostawia... (??????) I
faktycznie...
!!!!!!!! Nigdy tego nie pojme. Ocenili nas sobie, obejrzeli
psa... Manu mial
powaznie chore ucho (leczylismy je potem jeszce dlugo, ma
klapniete uszko
teraz), siersa bardzo skudlacona, wiec powycinana byla gdzie
niegdzie... Ale
juz powoli odzyskiwal swoj piekny wyglad. I pojechali,,, , i od
tamtej pory
sluch o nich zaginal..... A tyle bylo obiecywania, ?e sie z nami
skontaktuja
itp. A my nawet ich nazwiska nie znamy. Widzieliscie kiedys cos
podobnego ??
Jak mo?na nie chciea takiego cudnego i orginalnego psa ?!? Pod
sufit
skakalismy !, pomimo, ?e Manu byl wtedy jeszcze na etapie
dokumentnego
olewania nas i checi zwiania. Po trzech miesiacach okolo dopiero
przestal
chciea pójsa w dluga...
No, to by bylo na tyle... Sorki, jesli Was znu?ylam zbyt dluga
opowiescia,
nie umiem sie strzeszczaa...
Pa ! Monika
71From: maiwi
Date: Thu Apr 1, 2004 1:38pm
Subject: powrot nie o czasie
Hej
zwykle wracam do domu o tej samej porze, z niewielkim odchyleniem
o godzine. pies
wita mnie spokojnie, no dobrze, ja kucam, bo jak nie to on tak
skacze, tak jak na
kazdego z kim sie wita, co wymagaloby oparcia o sciane. zatem -
kucam, wyciagam
reke do glaskania/ odpychania nachalnie lizacego pyska, i chwile
to trwa. takie nasze
spokojne radosne powitanie. (uszy ma przyklejone do glowy jak
tulipanki ;o)
tak jest zwykle, ale nie gdy sie spoznie.
wczoraj sie spoznilam ponad 2 godziny.
dochodze od drzwi i slysze spiew, placz. w srodku - to samo
witanie, ale tak intensywne
i spiewajace, jak nigdy.
biedny maluch. jak zmienia sie czas i ciotka jest w szpitalu, to
nam wszystkim sie w
glowach miesza.
maria i wufi
87From: Ewelina
Date: Sat Apr 3, 2004 2:07pm
Subject: spotkanie na lace
Witajcie,
opowiem Wam to, co mam jeszcze swieze w glowie, a mianowicie
dzisiejsze spotkanie
Bagiety (3,5letni rodezjan) z okolo rocznym goldenem.
Miejsce: laka, w miare duza, widac wszystko i wszystkich. Ja
siedze na lawce (i lapie
pierwsze promienie slonca), Bagi lezy obok, troche zmeczony
spacerem. Na horyzoncie
pojawia sie goldenek i jego wlascicielka. Jest jeszcze zbyt
daleko, by wzbudzic
zainetersowanie Bagiego, wiec po krotkim spojrzeniu Bagi powraca
do wylegiwania sie
w trawie (wylegiwanie sie kompletne, czyli lezenie na boku,
wszystkie czesci ciala na
ziemi).
My natomiast wzbudzilismy zainteresowanie wlascicielki goldenka,
w zwiazku z czym
zaczela isc w nasza strone i z daleka jeszcze zawolala 'dzien
dobry'. To byl dla bagiety
znak, ze nalezy sprawdzic kto zacz. Podniosl sie odrobine (zrobil
waruj z pupa na boku)
postawil uszy i glowe skierowal w kierunku przybyszy, ktorzy szli
wprost na nas. Maly
(jak sie pozniej okazalo 11miesieczny) goldenek wyrywal sie w
naszym kierunku. Po
chwili Bagi zmienil pozycje na siad, a zaraz potem stanal na
rowne nogi.Teraz cala
sylwetka wskazywal nadchodzaca pare. Uszy mial postawione,
wpatrujace sie w ta pare
oczy, na wysoko uniesionej glowie. Ogon luzno zwisal, cialo w
miare rozluznione. Byl
zaciekawiony, ale nie dazyl do poznania, tak bym to okreslila.
Kiedy pani byla jeszcze
dosc daleko (jakies 80m) spuscila goldenka ze smyczy. Ten zaczal
pedzic bez
opamietania w naszym kierunku. Wpadl z impetem w Bagiete, ktory
prawie stracil
rownowage. Nastepnie zaczal bardzo gwaltownie ale caly czas
radosnie skakac wokol i
po Bagim . Bagi przy tych ceregielach stal przez chwile i robil
tylko uniki. Odwracal
glowe, lub odskakiwal kawalek. Nie wydawal przy tym zadnych
dzwiekow. Po minucie,
moze dwoch bagi odbiegl spory kawalek lecz golden nic sobie z
tego nie zrobil i pobiegl
za nim (w ten szczeniecy jeszcze sposob- bardziej brykajac niz
biegnac) nie
dopuszczajac jak gdyby do wiadomosci, ze Bagi odbiega od niego.
Gdy byl w
odleglosci ok 1m od bagiety, ten stojac do tej pory lekko skosem
do malucha, odwrocil
sie frontem; dalo sie uslyszec warkot i lekkie pokazanie zebow.
Bagi stal juz sztywno,
ale bez wyraznego napiecia. Maly nadal byl nieusluchany,
doskoczyl do Bagiety, ktory
powtorzyl zachowanie- lekki odskok , a w sekunde pozniej
odwrocenie sie do natreta
lekko przodem i pokazanie zebow wraz z warkotem. Maly znowu nie
zrozumial.
Zachowanie goldenka powtorzylo sie. Bagi odbiegl szybkim klusem
kilka metrow,
obejrzal sie na malucha, ktory oczywiscie byl za nim tuz tuz.
Bagi zrobil zwrot i naskok
na malego. Przewrocil goldena na bok (niezbyt gwaltownie) i
docisnal pyskiem do
ziemi, wydajac przy tym pomruki. Nie przytrzymal dluzej, tylko
odskoczyl i
obserwowal. Golden podniosl sie szybko i znowu zaczal brykac w
kierunku Bagiety. Na
co Bagi zareagowal ponownym przyduszeniem do ziemi natreta.
Sekwencja ta
powtorzyla sie jeszcze dwa razy. Dopiero wtedy goldenek uspokoil
sie. Zaczal sie do
Bagiety 'lasic'- ogon poruszal sie zamaszyscie na wszystkie
strony,byl bardzo nisko,
praktycznie zamiatal liscie. pupa tez byla niziutko. Glowa
spuszczona, i patrzyl tak
jakby spode lba. Ogolnie cala sylwetka lekko wygieta w odwrocona
litere 'U'. W tej
pozycji doczalgal sie prawie do Bagiety, zatrzymujac sie co
kawalek. Gdy juz byl obok,
zostal w pozycji siedzacej i probowal lizac bagisiowy pysk. Bagi
stal i odwracal tylko
glowe. W koncu podszedl do mnie i usiadl wpatrujac sie z
wyczekiwaniem. W tym
momencie pani zapiela goldenka na smycz i zasmuconym glosem
powiedziala do
malucha, ze piesek niestety nie chce sie juz z nim bawic. Oni
odeszli, a my wrocilismy
do leniuchowania w sloncu :)
Mam nadzieje, ze dotarliscie do konca.
Pozdrawiam
Ewelina i Bagi
98From: maiwi
Date: Mon Apr 5, 2004 2:32pm
Subject: spacer i spotkanie I
Hej
od mniej wiecej 2 lat nie ma wejscia na Dzikie Pola, gdzie
chodzilo malo psow, teren
byl pusty, dziki i przestronny, wobec tego mozna bylo isc bez
zastanawiania sie nad
zapewnianiem bezpieczenstwa swojemu psu w razie ewentualnego
spotkania z innym
psem. Jak wiec odcieli nam ten przybytek rozkosznego, bezmyslnego
spokoju, to
musialam zmierzyc sie z, hm, jak to nazwac - moze
odpowiedzialnoscia wlasciciela
luzno puszczanego huska? Chcial nie chcial musialam stawic czola
albo przyspieszonej
edukacji tego psa - czemu na przeszkodzie stanela nie tylko
"opornosc" haskich na
wykonywanie polecen, bez zastanowienia, natychmiast i
niezawodnie. Wiekszy opor
stawialam ja, jako wlasciciel-opiekun tego psa.
Jednak z drugiej strony - cos trzeba bylo zrobic, zeby nie chodzic na smyczy....
Wymyslilam sterowanie warunkami srodowiska czyli staranie o
znalezienie takiego
terenu, ktorego pies nie mialby ochoty zbyt szybko opuscic, oraz
gdzie nie chodzi zbyt
wiele psow na smyczy. A jesli bez smyczy najlepiej suczki. ;o)
Niestety takiego terenu
w najlblizszej okolicy nie ma.
Przez jakis czas chodzilam po drugiej stronie rzeki, bo po naszej
stronie to nie da sie
bezkonfliktowo nawet przejechac z psem na rowerze. Po naszej
stronie nie ma mowy o
luznym spacerze, o ile pies nie jest szczeniakiem albo
owczarkiem, czyli jesli nie
zachowuje sie beztrosko albo na jak gumce.
Po tej dalszej stronie niby jest mniej psow. I zima dalo sie
chodzic. Ale teraz wiosna
coraz czesciej musialam wylapywac psa na smycz - bo az tyle sie
pojawilo tam
potencjalnych obiektow psich (i wlascicielskich) sprzeczek. A
Wufi jest dorosly i zasadniczy,
jesli chodzi o spotkania z psami porownywalnymi wzrostem, a nawet
wiekszymi
(jak w przypadku starcia z dwoma kaukazami).
Tak ze... wyjelam rower i dojezdzamy na spacer na pola odlegle o 5 km.
Taki spokojny spacer. Sobota.
Nikogo nie widac w polu widzenia. Widocznosc dobra, ponad 200m.
Gdy pojawili sie,
Wufi byl ode mnie w odleglosci wiekszej niz konieczna, by
"uslyszal" przywolanie. I
rzucil sie do biegu tak szybkiego, ze nawet gdybym probowala, to
nie mialabym startu.
Pojechalam rownolegle gora walu, a on gnal te dobre 200m do
grupki 3 ludzi z dwoma
psami. Ludzie zdazyli przywolac swoje psy (wilczakopodobne) i
zapiac je na smycze. I
szli dalej na wprost Wufka.
Wufi zastopowal w odleglosci 15 m od grupki. Zastygl skierowany w
ich strone linia
ciala i nosem. Te metry blyskawicznie kurczyly sie w oczach.
Ludzie z psami wcale nie
zwolnili tempa, a ze Wufi siedzial na sciezce, to wygladalo, ze
za chwili niemal w niego
wejda!
Wufi usiadl. Ludzie i ps szli na niego dalej.
Wufi polozyl sie.
Ludzie i psy przeszli wokol Wufka. Od psow na smyczy, idacych
przy nodze, odzielalo
Wufiego tylko cialo czlowieka i moze 1metr! Wufi nie ruszyl sie.
Dopiero gdy juz
odeszli na odleglosc 4 m, odwrocil glowe za nimi i wachnal nosem.
Odeszli na 10 m,
gdy powoli podniosl zad i zawrocil, by pojsc dwa metry za nimi.
Podszedl do jakiegos
krzaczka, siknal i zareagowal na moj gwizd, zwrocil glowe w moja
strone a potem
powoli i im blizej mnie, tym szybciej, dal sie przywolac.
pozdrawiam maria i puszek
100From: annabryc
Date: Mon Apr 5, 2004 5:17pm
Subject: sprawozdanie z socjalizowania dwoch 'zlych' psow
> Wufi usiadl. Ludzie i ps szli na niego dalej.
> > Wufi polozyl sie.
> > Ludzie i psy przeszli wokol Wufka. Od psow na smyczy,
idacych przy nodze,
> odzielalo Wufiego tylko cialo czlowieka i moze 1metr! Wufi
nie ruszyl sie.
> pozdrawiam maria i puszek
Ojej. Napiecie roslo w miare czytania. Dobrze , ze to tak sie skonczylo.
Ostatnio Denar byl socjalizowany ze 'zlym' psem: czyli Ziutkiem.
Czy ktos z listy go nie
zna? Ziutek to duzy kundelek z ciemna przeszloscia. Jakis czas
temu podobno rzucal sie
wszystko dookola a w szczegolnosci na wszystkie psy w promieniu
200 m. Pomysl
pospotykania sie wzial sie z decyzji, ze beda razem w grupie
agility. Pierwszy raz od
ostatniego lata (spotkania w Skaryszewskim) spotkaly sie na
zawodach w Pecicach. Zawody byly dlugie i psy robily sie
coraz
bardziej zmeczone. Oba pieski, nawet cwiczac kolo siebie udawaly,
ze sie nie widza.
Uznalysmy wiec z Wanda, ze spokojnie mozemy pojsc po zawodach ma
wspolny
spacer. Niestety. Tuz przed koncem obie z psami stalysmy w malym
tlumku po drugiej
stronie siatki otaczajacej placyk cwiczen. Jakos bylo tak, ze
Ziutek byl czyms tam
karmiony przez osobe stojaca po drugiej stronie. Denar to widzial
i tez chcial. Nie
zauwazylam gdy odleglosc miedzy psami zrobila sie znienacka za
mala no i nawarczaly
na siebie. A potem Denar wypatrywal wszedzie Ziutka: uszy
postawione do przodu,
ogom w gorze: szukal rozroby. Ziutek zostal szybciutko odstawiony
do samochodu. Tak
wec sobie spacer odpuscilysmy i umowilysmy sie za pare dni.
Nastepne spotkanie bylo
na lakach wilanowskich. Zdaleka zobaczylam Wande z Ziutkiem.
Zblizylismy sie
spokojnie duzym lukiem. Denar dostawal smaczki. I bylo spokojnie
ale oba psy sie nie
zauwazaly. Nie zauwazaly sie rowniez gdy zdecydowalysmy sie je
puscic luzem.
Dopiero po jakims czasie zaczely sie interakcje miedzy psami:
jeden siknal wiec drugi
tez podszedl zeby powachac i siknac. Potem psy zaczely klusowac
juz nie w tak duzej
odleglosci od siebie jak na poczatku. Z tym, ze Ziutek biegl za
Denarem : gdy zlozylo
sie tak, ze byl pierwszy szybciutko przepuszczal Denara przodem.
Jakis czas potem
Denar zaczal biegac w kolko: to taka glupawka: ogon powiewajacy
luzem, pysk luzno
otwarty, uszy po sobie i calym pedem w kolo. Nie biega tak w
obecnosci psow co do
ktorych nie jest pewny jak zareaguja. Mario, nie bylo to
odreagowanie stresu spotkania:
on tak biega ze mna dla zabawy...
Bylo lepiej niz sie spodzewalysmy. Nie chcialysmy przedobrzyc i
spotkanie
zakonczylysmy. Nastepny wspolny spacer byl nazajutrz. I po
niedlugim czasie Denar
zaczal zapraszac Ziutka do zabawy. I nawet troche razem
poganialy. I Ziutek nawet nie
zareagowal gdy Denar gwaltownie przed nim wyhamowal prawie na
niego wpadajac.
Agility przebieglo w atmosferze pelnej akceptacji (byla jeszcze
suczka, tez problemowa,
dwa psy cwiczyly kolo siebie, ona musiala byc izolowana).
Anna, Guy i Denar
101From: Haszczaki
Date: Mon Apr 5, 2004 7:05pm
Subject: Wra?liwosa na pogode
Czy Wasze psy przejawiaja wra?liwosc na pogode ? Manu w
mniejszym nasileniu, ale
Chinook bardzo ! :) Wlasnie wrócilam ze
spaceru i sporo nasmialam sie z Chinooka...:) Caly dzien
generalnie bylo cieplo, za
cieplo jak dla nich. A? do teraz.
Zerwal sie du?y chlodnawy wiatr i w oddali widac bylo, ?e pada.
Powoli
nadchodzil czas spaceru i Chinook w reakcji na te pogode (balkon
byl
otwarty) dostal glupawki iw ariowal ze swoim kocykiem po
pokoju... No to
lecimy na spacer ! A na zewnatrz Chinook mi omal reki nie
urwal... Odlatywal
w przeciwnym kierunku od Manu na dlugosc smyczy (obie maja po dwa
metry), po
czym rozpedzajac sie podbiegal do Manu warczac i zabiegajac mu
droge. I tak
w kólko, a ?e smycze mam w jednej rece, nie bylo to zbyt
mile.
Ale ?e bawilo mnie obserwowanie psiakow, mityngowalam Chinooka
tylko tak sobie,
dla zasady chyba...:) I trwalo to tak dlugo, a? przeszlismy przez
tory i je puscilam.
Tam sie dopiero szalenstwo zaczelo ! Manu byl biedny... hiii,
hiii... Zaczelo sie
polowanie na niego, zabieganie mu drogi, podbieganie z
zabawowym
warczeniem itp. Zwyczajowo jest to, i owszem, repertuar
Chinookowych zabaw
denerwujacych Manu, ale nie na taka skale ! Normalnie dzis dostal
glupawki ! Wkurzal
tak Manu przez jakies 5-10 minut, po czym zajal sie szalenczym
bieganiem
polaczonym z zabawa tym, co akurat znalazl - jakies szamty, buste
butelki
plastikowe itp. Po jakichs 20 min. sie ju? wyszalal i zmeczyl
troche. Ewentualnie tak?e
pogoda miala na to wplyw, bo silny wiatr ustal,a za to zaczal
siapia
deszczyk. Nie znam sie na pogodzie, ale chyba byly du?e skoki
cisnienia,
ktore ustaly dopiero wraz z deszczem. I na te gwaltowne wahania
cisnienia
polaczone z ochlodzeniem i wietrzyskiem Chinook tak zareagowal...
(?)
Na pewno mnie zapytacie, jak reaguje Manu na te zaczepki
Chinooka... No wiec
na ogol znosi to z podziwu godnym spokojem jak na niego.
Przypominam, ?e
jest to pies, który sie nie bawi, nie wyglupia niemal, jest
dostojny niczym
hrabia i bardzo nietykalski... Kiedy Chinook do niego podlatuje,
Manu
zatrzymuje sie z odwrócona w bok glowa, albo zadarta dosc wysoko
z otwartym
szeroko pyskiem. Uszu chyba nie kuli, raczej trzyma jest
normalnie, ale
musze sie przyjrzea. :) Zatrzymuje sie , po czym probuje obejsc
wariujacego
wokól Chinooka. Chinook zabawowo powarkuje i Manu tez czesto w
odpowiedzi
powarkuje w pewnien specyficzny dla tej sytuacji sposób. Nie
grozi to
ugryzieniem w ?aden sposób. Manu ma niesamowicie du?y repertuar
warczenia w
róznych sytuacjach - jest baaardzo warkliwym psem. .
Uogolniajac zachowanie Manu w takich sytuacjach, to po prostu on
usiluje
ignorowaa Chinooka, aby ten dal sobie spokoj - tak ja to
widze...:)
Pa Monika & zwariowane haszczaki
102From: Romas
Date: Mon Apr 5, 2004 8:59pm
Subject: Re: spacer i spotkanie I
Ja to mam takie spostrzezenie/obserwacje ,ze haski czesto
stosuja to
podbieganie pedem do obcego psa.
Bardzo ciekawa jestem dlaczego ?
Na przyklad Toro nie toleruje wogole podchodzenia od frontu i
jeszcze
szybkim krokiem ,u innych psow.Mozecie sobie wiec wyobrazic jaki
mroz nam
po kosciach przechodzi na widok haskiego biegajacego luzem
:-)
Teraz co do Wufiego,zastanowilo mnie czy gdyby ludzie zaczeli
zmieniac
kierunek marszu (ja napewno obeszlabym go wieeeelkim lukiem) on
podbieglby
jednak do psow czy nie ?
Czy on sie polozyl ,bo sytuacja go przerosla,czy poddawal sie
niejako
nadchodzacemu stadu?Czy polozyl sie ,bo latwiej mu z tej
pozycji
zastartowac do ew. reakcji.
Ach tyle pytan a tak malo danych.
A jak Mario zachowywalay sie uszy Wufiego i ogon?Jak psy przeszly
to on
wstal i otrzasnal sie ?czy bez tego ,troche przykulony, podszedl
za
nimi?Byl sploszony?
Czytam tak sobie i mysle ,ze to fajnie ,ze nie jestem sama w
moich
zmaganiach z terenami spacerowymi i innymi psami.Staram sie
zapewnic mojemu
psu maksymalny komfort spaceru czyli zero innych psow.A moze on
by wlasnie
chcial sie potykac z innymi.
A Wufi chcialby czy to meczy go ?
Z Torem jest roznie, czasem zrelaksowany po takiej awanturce a
czasem
,szczegolnie kiedy nie daje mu rozegrac sprawy na jego zasadach,
spiety.
Sciskam magda&Z&T
111From: Haszczaki
Date: Tue Apr 6, 2004 3:00pm
Subject: Re: Re: cd. patrzenie w oczy/ w twarz
Mój Chinook namietnie mi patrzy w oczy...:))) Wyglada
czesto przy tym tak,
jakby sie strasznie wysilal, by odgadnaa moje mysli...:))) W
patrzeniu w
oczy jest niezrównany, mo?e tak dlugo. Czesto do mnie przychodzi
i wpatruje
sie w oczy, wyra?a rózne prosby w ten sposób - takie mam
wrazenie... Nie
wiem, czy to ma jakies znaczenie, ale kupilam go, kiedy mial
dobre trzy
miesiace. Z tym, ?e nie wydaje mi sie, aby byl tak dobrze z
ludYmi
zsocjalizowany, raczej z psami. Byl trzymany w kojcu przez
wiekszosc czasu,
ale zostal ostatni z miotu, mamusia uciekala regularnie, wiec
siedzial w nim
na ogol sam. Ale on ma chyba taka osobowosa, bardzo jest
"nastawiony na
ludzi", dosa nietypowo, jak na haszczaka i zupelnie odwrotnie ni?
Manu.
Monika& haszczaki
119From: Ewelina
Date: Wed Apr 7, 2004 9:18am
Subject: ups... i rozmowa psa z kotem
Dzien dobry,
Wybaczcie jednak te powtorki mailowe :(
To chyba przez ten nagly napad wiosny ;)
A zeby nie bylo, tak zupelnie nie na temat:
W moim domu mieszka kot- 9letni Oskar,
Bardzo silny charakter, jak chyba wiekszosc kotow.
Bagiete ma owinietego wokol malego pazurka :)
Ale do rzeczy.
Wstaje dzisiaj rano, i pierwsze co- wita sie ze mna Oskar.
Wykazuje przy tym caly swoj repertuar powitalny- czyli
przeciagnaie sie, ocieranie o
nogi, specyficzne dla rankow miauczenie, a raczej pomrukiwanie,
co budzi Bagiete.
Bagi staje w drzwiach i przyglada sie.
Zaczyna merdac ogonem i pojekiwac (takie ranne zawodzenie jakby
przy ziewaniu
zachcialo mu sie spiewac ;)
Nastepnie robi uklony i lekkie podskoki. To juz zbyt gwaltowne
ruchy jak dla Oskara,
wiec kot idzie sobie z nim pogadac :)
Oczywiscie bardzo dostojny chod, przy czym futro sie lekko puszy,
a z paszczy
wydostaja sie ciche 'grozace' pomiaukiwania.
Bagi stoi juz spokojnie, i zaczyna odwracac glowe, wysuwajac
lekko jezyk.
Kot pcha sie dalej na Bagiete, wiec ten robi poczatkowo uklon, a
przy nastepnym
miauknieciu kladzie sie, z glowa odwrocona od 'najezdzcy' ;) Uszy
gladko przylegaja do
glowy.
Oskar stoi juz przed jego nosem, ogon ma napuszony, uszy polozone
po sobie, i dalej
wydaje z siebie krotkie pomiaukiwania. Po kilkunastu sekundach
Bagi wstaje bardzo
powoli, i zaczyna sie cofac. Gdy juz odszedl na odleglosc ok 1,5m
siada odwrocony do
kota bokiem, a Oskar wraca do ceregieli powitalnych ze mna. W
koncu gdy juz ma
dosyc, wskakuje na najwyzsza polke w segmencie, i to jest znak,
ze czas na przywitanie
sie Bagiety, ktory robi to tym intensywniej im dluzej Oskar kaze
mu czekac :)
Pozdrawiam
Ewelina i Bagi
122From: maiwi
Date: Wed Apr 7, 2004 1:13pm
Subject: Re: ODP: spacer i spotkanie I
At 08:54 2004-04-07 +0200, you wrote:
> > Wufi usiadl. Ludzie i ps szli na niego dalej.
> **A widzialas jak te psy szly? Czy one sie w ogole
zainteresowaly Wufim?
> A ludzie? Mieli psy na luznej smyczy?
Nie. Na krotkiej. Szli tak jak typowo ida w takiej sytuacji
wlasciciele owczarkow
niemieckich. To w przypadku tej rasy jakos DZIALA. Ja kiedys
sadzilam, ze tak
prowadzone psy beda sie staraly rzucic na obcego psa. Ale wiele
razy widzialam
owczxarki niemieckie na krotkiej smyczy, podciagane w gore na
obrozy, i...
niereagujace na innego psa. Przyszlo by mi do glowy, ze u
owczarkow wieksze jest
zwracanie uwagi na wlasciciela i latwiej sprawic, ze beda
bardziej sie baly wylamac z
wymuszonego (sila, strachem) polecenia marszu przy nodze, niz
odnajda w sobie
potrzebe sprawdzenia zagrozenia, czyli powachania co to za pies i
ustalenia z nim
czegos.
Tu nie byly to owczarki niemieckie, ale po zachowaniu sadzilabym,
ze co najmniej
jedno bylo suka, i ze byly mlode i nie byly sklonne do paniki,
jak niektore owczarki
niemieckie.
> >
> > Wufi polozyl sie.
> **A glowa? Tez lezala?
Tak. Ale gdy grupka byla mniej niz 5 m przed nim, podniaosl sie i
usiadl i pozostal
nieruchomo, az nie przeszli. Nie ruszyl nawet glowa. Dopiero po
przejsciu odwrocil
pysk i duzo pozniej podniosl zadek. Jak w smole. JEszcze nadal
stosowal zwolnione
tempo.
> **A tamte psy? Nie odwrocily sie juz na Wufiego po minieciu go?
Nie wiem. Nie zauwazylam, bo staralam sie wylapac calosc
sekwencji grubych ruchow
u Wufiego.
I chyba nawet hipnotyzowalam go wzrokiem, zeby nie poszedl za
nimi, tylko odpuscil.
maria i wufi
136From: maiwi
Date: Thu Apr 8, 2004 2:27pm
Subject: Re: spacer i spotkanie I
Hej Magda
dzieki Ci za wylapywanie tego wlasnie, co wcale nie jest takie
oczywiste! ;o) Co do
Twoich pytan z listu o gryzieniu uszu przez Zuzie - zastanawiam
sie nadal.
Magda:
"Teraz co do Wufiego,zastanowilo mnie czy gdyby ludzie zaczeli
zmieniac
kierunek marszu (ja napewno obeszlabym go wieeeelkim lukiem) on
podbieglby
jednak do psow czy nie ?"
Nie sadze. Siedzialby dalej w tym samym miejscu i skierowal leb w
strone
przechodzacych. I jak pisala Monika, tez mysle, ze istnieja
reguly. ;o)
Inne warunki, to - ludzie z psami schodza z drogi - wowczas
podnioslby sie i postal
chwile. On wtedy jakby czeka na ich ruchy i zbiera info, ktorych
ja nie lapie. Nastepnie
przeszedlby kilka krokow w ich strone, ale w strone ich tylow.
Robilby to w bardzo
spokojnym, spowolnionym tempie. Szukalby mijesca - nosnika
zapachu.
Prawdopodobnie zatrzymalby sie w jakiejs odleglosci (jakiej?) i
gdy juz przejda,
podszedlby do sciezki, na ktorej zostal zapach i powachal. Albo
nawet poszedl troche za
nimi wyciagajac nos (czyli glowa nieco obnizona w poziom grzbietu
i wyciagnieta
nosem jak najdalej do przodu). Odleglosci w roznych wariantach
nie sa stale, a wiec
moglby na przyklad nawet podejsc do psow od tylu, blisko, ale od
tylu.
Madga:
"Czy on sie polozyl ,bo sytuacja go przerosla,czy poddawal sie
niejako
nadchodzacemu stadu?"
Tak mysle, ze polozenie u tego mojego psa zawsze oznacza duzo
wiekszy niepokoj
(stres?) niz siedzenie. A siada gdy sytuacja wymaga
znieruchowmienia czyli przy
sporym stresie ;o) A czemu i co go niepokoi? Nie wiem. Ale
zgadywalabym, ze
slowem, ktore najlepiej to okresla jest niepewnosc. Bo jak mi sie
wydaje najgorsze sa
poczatkowe momenty spotkania. Potem juz zawsze jest jakos ok,
nawet gdy nie do
konca jest ok. Wtedy gdy wie juz co robic, bo wie z czym ma do
czynienia, jest tez w
stresie, ale nie jest to nieznane i niespodziewane.
A wielkosc grupy...? Wufi nie widzi ludzi. Wiec moze porazil go
nie sam fakt, ze dwa
psy na niego ida, ale ze nic wobec niego nie robia.
"Czy polozyl sie ,bo latwiej mu z tej pozycji
zastartowac do ew. reakcji."
Sa dwie duze hipotezy na ten temat. Po pierwsze - lwa nie widac w
wysokich trawach
;ob
Po drugie - rzeczywiscie, polozenie, podobnie jak pozycja
przypadniecia na przednie
lapy daje fory w ewentualnym wyskoku z nagla, ze zmiana kierunku
skoku w ostatniej
chwili.
Magda:
"A jak Mario zachowywalay sie uszy Wufiego i ogon?"
Gdy Wufi siedzi to ogon lezy. W lezeniu tez. Uszy czujne,
nakierowane, ale nie
sciagniete na czolo. Gdy byli blisko - to zmyslam z innych takich
spotkan,ale ze sa
reguly, to: ;o) - uszy w skosie, jak najbardziej neutralna
pozycja z gatunku: "Nic sie nie
dzieje". (!)
"Jak psy przeszly to on
wstal i otrzasnal sie ?"
Nie. To sluzy do komunikacji. A tu nie bylo zadnej interakcji.
Wufi byl chyba tylko
wstrzasniety brakiem jakiejkolwiek komunikacji. On glupieje, gdy
ludzie sie wtracaja.
"czy bez tego ,troche przykulony, podszedl za
nimi?Byl sploszony?"
Nie. A wiesz, uswiadomilas mi, ze nigdy nie widzialam, by sie
podkradal w skuleniu.
Ciekawe...
Zdarza mu sie pozycja podkradania jak w czasie lowow, na niskich
zwlaszcza przednich
lapach, z pochylonym i wyciagnietym do przodu przodem, ale z
zadem wysoko. Nigdy
nie ma takiego typowo skulonego zadu w podkradaniu, jesli dobrze
zrozumialam o co
pytasz.
U Wufka dominuje podejscie do psa z poziomym albo podniesionym
ogonem... On jest
frontalny, ze tak powiem, tak jak te haski, na ktore wyklinasz.
A szybki atak od tylu, po minieciu, zdarza sie chyba raczej u
psa, ktory sie panicznie
boi. Przy podkradaniu ze skulonym zadem, pies moze za chwile
podskoczyc, ugryzc i
uciec. Tej techniki tez nie widzialam u Wufka, tylko u innego psa
(dosc lekliwych
mlodych z kiepska socjalizacja). I chyba byly to zawsze suczki.
To takie podejscie od tylu jest raczej nieagresywne, jak to widze
u mojego psa. I wydaje
sie rowniez, ze takie podejscie KOMUNIKUJE ta nieagresywnosc,
czyli sluzy komunikacji.
maria i wufi
146From: maria_i_wilk
Date: Fri Apr 9, 2004 8:34am
Subject: stafford czarno-bialy
At 20:57 2004-04-07 +0200, you wrote:
>
>[...]Ale przez te
lata kiedy piszemy tu o psach ciagle slyszy sie i czyta coraz
nowe
okropne historie o psach bojowych.Zaczynamy wiec rozumiec ,ze
nie
kazdy pies jest dobrym kompanem do spacerowego spotkania.
Opisze jeszcze spotkanie z czarno-bialym staffordem - na
wyrazna
zachete wlascicielki - "On mlody i lubi sie bawic",
spusiclam
Wufiego. A ona swojego. Nic sie nie stalo, ale maly
zademonstrowal
ten sam szczytowy niepokoj wobec Wufiego. Wypad do przodu i
wycofanie. Wufi podbiegl, odskoczyl i odszedl. Z pania
porozmawialysmy troche z odleglosci. Oni sie niedawno wprowadzili
i
pies czuje sie jeszcze niepewnie w tej okolicy. Wyjasnilam, ze
moj ma
6 lat i "sie nie bedzie bawil". "Jak to? zapytala pani.
Przeciez
widzialam jak szalal z czarno-bialym huskiem." "To
niemozliwe,
odpowiedzialam, tu nie mieszka zaden huski, tylko huska. A
z
dziewczynami... to co innego". Na tym wyjasnieniu
skonczylysmy
zapoznanie.
Dalsze spotkania byly nieuniknione. Najpierw przyjrzalam sie,
jak
Wufi sobie radzi. Bylo ok. Wybieral niepodchodzenie do psa
szarpiacego sie do niego na smyczy i skracal czas mijania -
biegiem.
Bo mlody chodzil wylacznie na smyczy. Po pewnym czasie Wufi
nabral
wprawy i gdy widzial ich z daleka, to przebiegal z dosc
duzym
dystansem udajac, ze nie widzi psa. Ale ktoregos dnia
akurat
wyskakiwal z krzaczkow, gdy znalazl sie na tej samej
zatoczce
samochodowej, na ktorej byl czarno-bialy z pania. Mlody juz
byl
przyczajony, wiec sadze, ze skoro on wiedzial o obecnosci
Wufiego, to
Wufi pewnie tez. Dalszy ciag stanowi jakis sposob, ktory
zaobserwowalam u Wufiego wobec tego typu psow w malej
odleglosci.
(Chodzi o psy srednie i pobudzone, ale nie stanowiace chyba
prawdziwego zagrozenia w odczuciu Wufka).
Wyglada to jak polaczenie biegu zabawowego (lukowate wygiecie
szyi -
jak kon w paradzie - i grzbietu), z niby groznymi warknieciami
ze
sciagnietym pyskiem. To wyszczerzenie jest bardziej do przodu
biegu,
a nie w strone tego innego psa. To pokaz sily podobny do
gazeli
impala, ktore takim pokazem chca zniechecic kota polujacego na
nie.
Sa w nim nienaturalnie wysokie wyskoki.
No Wufi wiec wypadl z krzaczkow i przebiegl obok stafforda
odbijajac
sie z czterech nog i warknal kilka razy w locie ze
sciagnietymi
wargami do przodu. To wkurzylo stafforda i tak jak rudy rzucil
sie
z "groznym" szczekaniem, ale tu smycz ograniczala mozliwosc
wypadu.
W przypadku tego stafforda jest troche inaczej niz przy tych
rudych.
Z pania udalo sie nawiazac jakis kontakt! I choc nie jest az
tak
zapalona w temacie psy jak my tu ;o) to jednak nie reaguje
panicznie
na zachowania jej psa. I teraz ja pracuje nad mlodym, by na moj
widok
malalo w nim zagrozenie - to straszna przylepa i lubi kulki. Wufi
nie
podchodzi, a czasem wachna sie nosami, wtedy stafford zawisa
na
smyczy, bo probuje skoczyc do Wufka, a z pania chyba na razie nie
da
sie rozmawiac o ciaganiu na smyczy (to bywa drazliwym tematem,
nie
wiedziec czemu). Chodza do jakiejs szkolki dla szczeniakow
-
zobaczymy co sie zmieni.
Wufi daje sie dosc dobrze odwolac, gdy mlody jest w okolicy, wiec
na
razie - zero problemu. Niestety mlody ma juz zle doswiadczenie
-
owczarek niemiecki z jego podworka zdolal go potrzasnac za futro.
No
dobrze - za skore. Biedne psy, co nie maja futra... ;o)
Im wiecej mysle o tym, jak mozna zmieniac postepowanie wobec
psow
reagujacych jak stafford, by uchronic ich stosunki z innymi psami
w
przyszlosci, to przebija jedno. Wazne jest, by NIE odczuwaly
potrzeby
do napasci- grozenia. A skoro tak wlasnie reaguja, gdy czuja
sie
zagrozone, to trzeba je jak najszerzej i jak
najbezpieczniej
(pozytywne kontakty) zapoznawac z calym psim otoczeniem.
Przynajmniej
w miejscu zamieszkania.
A ten moj glupi sadzi, ze da sie cos zrobic zastraszaniem.
to na tyle roznic w ocenie sytuacji przez wufka i jego
pania.
0 Comments
Click here to sign up now.