Obserwacje psa z DogObservera II
149From: Romas
Date: Fri Apr 9, 2004 9:18am
Subject: Re: Re: sprawozdanie z socjalizowania dwoch 'zlych' psow
Ja tez ,dawno juz, bo dawno ,socjalizowalam Tora z
Ziutkiem.Nawet chyba
opisalam to Marii.
U nas sytuacja byla troche inna.Wtedy jeszcze Ziutek byl na
poczatku
swojej resocjalizacji a moze to sprawa mojego Tora.W kazdym razie
po
dlugim prowadzeniu psow na smyczy ,obchodzeniu sie kolem itd
weszlismy na
duza lake.Z nami byly jeszcze inne psy, co teraz z perspektywy
oceniam jak
blad.
Na haslo puscilysmy jednoczesnie Tora i Ziutka.Psy odrazu
pobiegly ,z
roznych stron ,na srodek laki.
Tam staly chwile i mierzyly sie wzrokiem,oba sztywne .Po czym
Ziutek
zaatakowal Tora.Toro otrzasnal sie z niego(Ziutek skoczyl mu na
kark).Ja
zawolalalam Tora.Pies wrocil do mnie .Dostal nagrode ,pokrecilam
sie z nim
chwile i druga runda.Ponownie Ziutek zaatakowal Tora i Toro mu
oddal.W
kazdym razie Ziutek sposcil z tonu i wyraznie stracil animusz
do
walki.Ruszylismy na spacer .I w czasie tego spaceru jeszcze
wielokrotnie
oba psy sie scinaly.
Ja staralam sie za kazdym razem przerwac ta walke zanim psy
sie
rozpedza.Odwolywalam Tora jak tylko widzialam szanse ,ze akurat
rzucil na
mnie okiem.O dziwo Toro za kazdym razem porzucal pouczanie Ziutka
i wracal
do mnie.Czyli jest tak odwolywalny ,ze jestem w stanie zabrac go
od
drugiego psa w czasie potyczki.To tez byla dla mnie bardzo
wazna
informacja dzieki ktorej poczulam sie o niebo bezpieczniej.
Oba psy byly w kagancach.Ale raz Toro bardzo sie zezloscil i
pomimo kaganca
wyrwal Ziutkowi wlosy z karku.
My ludzie szlismy przewaznie w ogromnej rozsypce i chowalismy sie
za
krzakami przy kazdej sprzeczce.
A inne psy usilowaly rozladowac sytuacje, jak ktory
potrafil.Jedne caly
czas okazywaly podporzadkowanie a inne ,jak na przyklad maly
kundelek
(wzrosu mojej Zuzi) Benek ,szczekal nieustajaco na Tora.Sama nie
wiem jak
Toro to wytrzymal i nie przylal Benkowi.Moze nie mial czasu
zajmowac sie
Benkiem ,bo glownie pilnowal co robi Ziutek.
Potem bylo wiele innych spacerow z Ziutkiem ,coraz lepszych , az
calkiem
nie dawno, psy nawet pozwolily sobie na krotkie ganianie
sie.
Natomiast z innymi znajomymi psami Toro potrafi ganiac sie juz na
pierwszym
spotkaniu.Cos w tej sytuacji, z Ziutkiem ,nie pozwalalo na
takie
rozprezenie ,przez ponad rok.
Takie sa nasze doswiadczenie z socjalizacji z Ziutkiem.
Ja Aniu caly czas mam nadzieje ,ze Denar i Toro beda mogli sie
spotkac.I
naprawde nie sadze,zebysmy mialy wieksze problemy.
Jak zauwazylam psy bardzo dlugo staraja sie powstrzymac od
agresji o ile
tylko damy im przestrzen i starannie obmyslimy warunki
spotkania.
Sciskam magda&Z&T
158From: Ewelina
Date: Sat Apr 10, 2004 1:48pm
Subject: na odleglosc
Witajcie,
ciekawa scenke widzialam, wiec i Wam ja opisze :)
Ogladalam wszystko z dobrych kilku metrow wiec pewnie cos mi
umknelo, ale
najciekawsze widzialam :)
Prosta droga idzie suczka Sonia (bokserka, ok. 5-6lat). Wacha
sobie trawke, siusia, i
zalatwia wszelkie psie sprawy.
Prostopadla do niej, biegnie seter angielski Argo (3latek). Psy
zobaczyly sie w
odleglosci 20m. Znaja sie dosc dobrze, i hasaja czasami ze soba.
Oba sie zatrzymaly.
Zwrocone frontem do siebie staly dobre 5 minut bez ruchu. Posagi
prawdziwe. Mozliwe
ze byla jakas drobna mimika pyska (nie widzialam). Po tych
5minutach, bokserka
zrobila baaaardzo powolne dwa kroki do przodu. Seterek usiadl z
lekkim pochylem ku
przodowi. Znowu minelo conajmniej 5minut. Nastapilo polozenie sie
Argo, w
odpowiedzi na trzy, moze cztery powolne kroki Soni. Zero innych,
dajacych sie
zauwazyc, ruchow. Znowu czas sie zatrzymal na kilka minut.
Nastapil zryw Argo, Sonia
odpowiedziala tym samym. Popedzily w swoim kierunku i zatrzymaly
sie w odleglosci
10m.
Staly wpatrujac sie w siebie i wciagajac nosem swoj zapach,
i
nagle oba psy jak na zawolanie zrobily w tyl zwrot i popedzily w
odwrotnych
kierunkach. W strony z ktorych przyszly.
I tyle, zadnych wiekszych zblizen. Mozliwe, ze nie wiem o czyms,
co tlumaczyloby
dlaczego psy do siebie nie podeszly na blizsza odleglosc, mimo to
bylam dosc
zdziwiona takim obrotem sprawy :)
Pozdrawiam
Ewelina i Bagi
161From: Romas
Date: Mon Apr 12, 2004 6:26pm
Subject: Re: na odleglosc
Wlasnie rozmyslalam ,na spacerze w lesie, o Twoim mailu
Ewelino ,jak te
psy obejrzaly sie tylko z daleka.I mialam bardzo podobna
sytuacje!
Po naszym lesie jezdzi rowerem "sportowiec "(kask,rower
,kombinezon,pelen
profesjonalizm).On zawsze leci po najwiekszych dolach.A razem z
nim suka
doberman,mloda.
Kiedys bardzo sie go balam ,bo facet wylania sie z najwiekszych
chaszczy
w srodku lasu a za nim doberman bez smyczy.Potem zorientowalam
sie ,ze to
suka i faktycznie moje psy nie sa nia specjalnie zainteresowane.O
tyle ,ze
ona pojawia sie biegiem i biegiem niknie z oczu.Przydlugi wstep
ale to
wazne dla obrazu calosci.
Ide sciezka lesna.Oczywiscie ze sciany krzakow wyrywa
sportowiec,jakies
10 m przede mna.Oba psy bez smyczy zbyt daleko zeby siegnac do
obrozy.Toro
na sekunde zesztywnial i ...ciach ,wyrwal do dobermana.Zuzia
za
nim.Dobermanka stoi sztywno na sciezce jak wmurowana.Zdazylam
krzyknac
"Toro ,choc tu".Ale bez wiekszego przekonania ,poprostu
odruchowo.
Toro podbiegl blizej suki,i na jakies 3 m przed nia zatrzymal
sie.Oba staly
jak posagi,Zuzia podbiegla i tez stanela.I...odwrot do mnie a
dobermanka
pognala za sportowcem.
Bylam zdziwiona.Zawsze udawalo mi sie odwolac/zabrac psy zanim
podbiegly do
suki.Poprostu mialam szczescie zauwazac faceta wczesniej niz moje
psy.Tym
razem mialy okazje ,ja za pozno wystartowalam z zawolaniem "choc
tu" .I
coz.Wystarczylo im obejrzenie jej z daleka?Nie byla
interesujaca?Zawsze
odwolywane zrozumialy ,ze maja do niej nie podchodzic?
Podobnie jak u Eweliny mialam duzo pytan ,jak to jest ,ze nie raz
musza sie
powachac a nie raz tylko patrza na siebie i to wystarczy.Dlaczego
?
Sciskam magda&Z&T
166From: Ewa D
Date: Tue Apr 13, 2004 1:47pm
Subject: Re: na odleglosc
U mnie wczoraj tez cos podobnego sie zdarzylo. Mieszkam
kolo lasu wiec
codziennie chodze tam na spacery, tak bylo i wczoraj. Szlam
wolnym krokiem
niespieszac sie, Hariet to za mna to przede mna biega. Az tu
nagle za saba
slysze galop, odwracam sie a to znajomy dobek dogonil nas, Hariet
byla od
niego pare metrow dalej i tylem i go niezauwazyla. Myslalam ze
podejdzie
powochac sie z Hariet, a tu nic. Powachal miejsce w ktorym
zostawila swoj
zapach, zaznaczyl je i sobie poszedl. Zdziwilam sie i
przypomnialy mi sie
wasze meile. A moj pies nawet nie byl niczego swiadomy.
Pozdrawim
Ewa&Hariet
167From: Ewa D
Date: Tue Apr 13, 2004 1:56pm
Subject: Smycz
Zauwazylam taka rzecz, na osiedlu ktorym mieszkam, sa
bloki i domki, w czasie
cieczek jest pelno psow i bezpanskich i z obrozami, czasem nawet
z kawalkiem
lancucha. Kiedy sie tu przeprowadzilismy Hariet zostala kilka
razy zaatakowana przez
suki ONy i od tej pory jezy sie na psy, (a szcegolnie na te
agresorki), ale wlasnie tu
ciekawostka,: te na smyczach.
Jesli idzie sam pies to piszczy do niego i ciagnie, a jak z panem
to wrrrr.
Co prawda ja tez inaczej podchodze do bezpanskich, bo wiem ze
nawet jesli bedzie
jakas tluczka to nikt mi za to glowy nie urwie. (Ale tez psy
bezpanskie sa bardziej
zsocjalizowane, wola zejsc z drogi niz sie klocic, chyba ze o
suke w cieczce)
Czy wy tez zauwaacie np takie podejscie waszych pupili do psow na
smyczy?
Czy to obrona pana, terytorium, czy zle skojarzenie
Pozdr
Ewa&Hariet
174From: Romas
Date: Thu Apr 15, 2004 5:03pm
Subject: Omijanie lukiem
Poniewaz ostatni wyrazalam sie niepochlebnie o wszystkich i
wszystkim to
teraz dla odmiany mily mail:-)
Wczoraj zabralam samego Tora do lasu.
Idziemy szeroka lesna sciezka.Z daleka widze pania z
On-em.Zawolalam wiec
Tora ,biore go na smycz popatrujac czy pani robi to samo.Toro tym
razem w
kagancu,nauczka zapamietana!
Pani nie bierze ON-a na smycz ,wiec ja zwalniam coraz
bardziej.Toro
dostrzegl juz obcego psa.Krok kolyszacu ,glowa wysoko,uszy
muszlami do
przodu,piers tez.
I niespodzianka.Pani schodzi ze sciezki i robi duzy luk miedzy
drzewami
,zacheca ON-a do pojscia za nia.Nawet bierze patyka i pokazuje
psu ,do
zabawy.Pies sunie za nia ignorujac nas.
W zwiazku z tym mijamy sie spokojnie oddzielone 5-6 metrowa
przstrzenia.Toro
bedac na wysokosci ON-a zatrzymuje sie i siusia na drzewo
.Troche
zatrzymuje sie ,sledzi wzrokiem ta pare ale szybko daje sie
sklonic do
dalszej drogi.Napiete miesnie flaczeja.Potem obwachujemy sobie
miejsce
gdzie ta para zeszla w las.
Och ,jak super .Obym miala wiecej akich spotkan.
Udalo mi sie nawet w trakcie tego mijania ze dwa razy wsunac
Torowi
smakolyk do pyska .Kolejne mile doswiadczenie na naszym
koncie.
Sciskam magda&Z&T
183From: maiwi
Date: Mon Apr 19, 2004 8:34am
Subject: gryzienie uszu (i za uszami)
Hej Magda
probowalam znalezc material ilustrujacy problem gryzienie uszu i
wydaje sie, ze ta
obserwacja moze pomoc w odkrywaniu dlaczego Twoja Zuzia okresami
wytrwale
gryzie Toro za uszami i po uszach. ;o)
Schodzimy z walu na nadbrzezne blonia. Dlugo (kilka dni) nie
spuszczalam psa z
powodu swiatecznego natloku psow. Dlatego rozgladam sie - pusto -
nie waham sie i
puszczam Wufiego. Rusza i juz wiem, ze musi dlugo nie biegal
luzem - osiaga wtedy
tak duze przyspieszenia, ze watpliwa staje sie jakakolwiek proba
zapanowania nad turbo
napedem. Daje za wygrana - niech biega. Jest pusto.
Po krotkim biegu calym pedem Wufi zatrzymuje sie i wacha dlugo w
jednym miejscu.
Bardzo dlugo. Daje rade znalezc sie w poblizu po przyspieszeniu
kroku. Nadal w
zasiegu wzroku nie ma zadnego psa. Wufi goni gdzies dalej. Wbiega
na wal. Z dolu nie
widze czy jest tam cos, do czego gna psa. Wolam. Spowalnia, ale
nadal nie zwraca na
mnie uwagi. Jest BARDZO zajety. To nie wyglada jak "tylko"
niewybieganie. Widze,
ze wraca na dol po obsikaniu jakiegos krzaczka. Biegnie w moja
strone. Tak jak lubie,
pelnym pedem ;o) ale... mija mnie i biegnie dalej do
przodu.
Przyspieszam. W zasiegu wzroku widac dwie ludzkie sylwetki. Wufi
mija jedna (z
niewielkim psem), bo biegnie do tej drugiej. Poznaje - pani ze
znajoma suczka. Ok.
Dochodze do nich, psy witaja sie, ale Wufiego nadal cos gna.
Biegnie w kierunku, w
ktorym zwykle podazamy. Z tamtej strony pojawia sie pani z
dobermanem. Wufi zbiega
do wody. Pije dlugo. Tymczasem pani z dobermanem bierze psa na
smycz, a ja schodze
na brzeg i zapinam Wufiego. Kontynuje spacer na smyczy mijajac
dobermana lukiem.
Dochodzimy do konca tej drogi spacerowej i zawracamy. Pani z
suczka idzie w nasza
strone. - Musialam zawrocic, bo ona usiadla i nie chciala isc w
strone inna niz Wufi.
Wracaja z nami, zeby odbyc zaplanowany spacer. Pojawiaja sie
pies, ktoremu
ustepujemy miejsca i nasza grupka schodzi na druga strone bloni.
Nie spuszczam
Wufiego ze smyczy mimo iz nie ma juz innych psow na naszej
drodze. Lata
doswiadczen mowia, ze moj pies bedac w takim stanie zerwie sie do
biegu, gdy tylko
poczuje wolnosc, a wcale nie bedzie sie bawil z towarzyszaca nam
suczka. Dalsze
obserwacje dowodza, ze chyba mam racje.
[Uzupelnienie info o suczce:
Jest to mieszanka po ojcu dobermanie i jakiejs owczarkopodobnej
matce. Jest wielkosci
i wygladu wilczakow, tylko ma nieco bardziej beczkowata klatke
piersiowa i futro
gestosci futra borsukowego. I obecnie jest wysterylizowana. Psy
poznaly sie dawno
temu, w czasie moich okazjonalnych spacerow w tej okolicy, gdy
psy nie mialy jeszcze
6 miesiecy. Pozniej chodzilismy glownie po Dzikich Polach. W te
okolice wrocilam 2
lata temu, gdy wejscie na Dzikie Pola zagrodzono betonowym
plotem. Psy rozpoznaly
sie po tej kilkuletniej przerwie i powitaly jak z dawna
wypatrywanych znajomych. Od
tej pory gdy tylko sie zauwaza, biegna ku sobie, potem biegaja ze
soba troche, a potem
suka podaza za Wufim i czasem wymusza na nim dalsze
biego-poscigi. Potrafi byc
natarczywa - raz nawet doszlo do powazniejszej "dyskusji" psow
przy ostrym
zachecaniu przez suke do biegu przy pomocy zebow.]
Dochodzilismy do miejsca, gdzie znajdowal sie zapach fascynujacy
Wufiego i moj pies
zaczyna znowu wytrwale weszyc. Suka zaczepia go i na rozne
sposoby probuje zwrocic
na siebie uwage psa, ktory jest calkowicie pochloniety czym
innym. Normalnie bylby jej
uciekl. Poniewaz jest na smyczy, to mimo moich prob dania mu
maksimum luzu,
(ruszam z nim do biegu, zeby mial swobode ruchow), Wufi nie
oddala sie od suczki
dostatecznie i wtedy... ona wskakuje na niego przednimi lapami,
przytrzymuje i gryzie
za uszami. On wywija sie z tego uscisku, usiluje odbiec, przypada
na przednie lapy, ale
nic z tego co robi nie wydaje sie dosc skuteczne, by zniechecic
suke.
I tu skojarzenie - to nie tylko smycz inicjuje owo gryzienie
suki. Wufi rzeczywiscie nie
moze uciec, ale swoja droga suczka nie zawsze jest az tak
natarczywa. Szukam
rozwiazania w... niewidocznym, czyli jak zwykle, gdy chodzi o psy
- w zapachu. Cos
jest takiego w powietrzu, co pobudza jego i ja. Jego, wydaje sie,
bo moge sie tylko
domyslic, skoro nie mam jego nosa, pobudza zapach cieczki, ktora
zostawila na trawie
jakas wczesniejsza spacerowiczka. A j1? Co pobudza ja teraz i
czasami? Zapach cieczek
innych suczek? Mozliwe. Jednak gdy sie przyjrzec zachowaniu
suczki, to jednak... ona
nie wacha trawy prawie w ogole i raczej nie okazuje pobudzenia w
nieobecnosci innego
psa, dlatego malo prawdopodobne jest wyjasnienie, by gwaltowne
reakcje powodowal
wszechobecny zapach cieczki innej suki w powietrzu czy na trawie.
Raczej, jesli
przyczyna jest w zapachu, to jest to jakis zapach, ktory wydziela
pies.
Testosteron zmienia zapach mojego psa tak bardzo, ze czasem nawet
ja to czuje. Pachna
mu wtedy najbardziej opuszki lap i policzki pod oczami. Wiec,
spekuluje dalej, w
czasie, gdy pies wacha zapach cieczki, jego organizm przygotowuje
sie i wydziela
"kuszacy" zapach w typowych miejscach. To, w polaczeniu z
konkluzja, do jakiej doszli
behawiorysci, ze pies "ociekajacy" testosteronem staje sie
obiektem napasci seksualnych
suk, a te napasci polegaja na gryzieniu uszu (i ich okolicy),
prowadzi do wniosku, ze
Zuzia gryzie Tora wtedy, gdy naplywaja do niej komunikaty o
zwiekszonej
atrakcyjnosci tego psa.
Konkluzja: Testosteron wydzielany jest nie tylko przez jadra psa,
ale tez w jajnikach i
nadnerczach. Pies nie ma jajnikow, a po kastracji nie ma jader.
Ale ma nadnercza.
Dlatego nawet po kastracji nie zaniknie "meski" zapach Twojego
psa, na ktory reaguje
Twoja suczka. A powinien sie on nasilac tylko okresowo, wtedy gdy
macie aktywna
suczke w okolicy. Albo Zuzia jest w swoim okresie...
Magda sprobuj zauwazyc czy zmienilo sie cokolwiek w tym gryzieniu
uszu Tora przez
Zuzie?Czy jest teraz, w rok po sterylizacji mniej intensywne? Czy
nasila sie po
spacerach? Powinno sie nasilac wtedy, gdy pies nie moze
zastosowac jedynej skutecznej
wobec suk broni - ucieczki ;o))) A wiec w domu (ograniczona
przestrzen) lub na smyczy.
na razie, maria i wufi
193From: Romas
Date: Tue Apr 20, 2004 8:47am
Subject: Re: gryzienie uszu (i za uszami)
Magda sprobuj zauwazyc czy zmienilo sie cokolwiek w tym
gryzieniu uszu Tora
przez Zuzie?Czy jest teraz, w rok po sterylizacji mniej
intensywne? Czy
nasila sie po spacerach? Powinno sie nasilac wtedy, gdy pies nie
moze
zastosowac jedynej skutecznej wobec suk broni - ucieczki ;o))) A
wiec w
domu (ograniczona przestrzen) lub na smyczy.
Dobre pytania i musialam o tym powaznie pomyslec.
najpierw dane:Zuzia wysterylizowana ok. 4 lat temu ,Toro rok
temu.Zuzia
miala okresowe nie trzymanie moczu dostawala wiec hormony .Teraz
juz nie
.Ale to wplywalo na Tora ktory ja wtedy traktowal jak suke w
cieczce.
Teraz obserwacja tego gryzienia uszu.Gryzienie wystepuje
zasadniczo tylko
na podworku i w lesie.
Psy sa wypuszczane na male podworeczko.Czesto zamiar wypuszczenia
ich
wprowadza Zuzie w stan ekscytacji.Toro wybiega pierwszy a Zuzia
za nim.Jak
zbiegnal po schodach, ona skacze na niego od tylu/boku i gryzie
go w
ucho,wielokrotnie.On zwykle siada i potrzasa glowa.Czasami konczy
sie to z
jej strony krotka kopulacja jego grzbietu.On to ignoruje i ona
odchodzi.
W lesie .Zuzia oddala sie i patrzy na Tora,on biegnie do
krzaczka/wody
/obojetne.Zuzia bardzo szybko startuje w jego kierunku.Dopada go
z boku z
duza sila i szybkoscia .Gryzie w ucho lub tuz za,on zawraca lub
ona go
zawraca ,napierajac na niego z odwrotnej strony niz my
jestesmy.Toro
otrzasa sie i ucieka do nas.Zuzia goni go .I jesli nie zagrodze
jej drogi
powtorzy to wskakiwanie i gryzienia wielokrotnie.Zapamietuje sie
wedy i
kasa do krwi.W lesie nie kopuluje.
Tak to wyglada i nie ma zmiany od kiedy on dorosl.Kastracja nie
zmienila
tych nawykow.Ani sezon cieczek nie wplywa na zwiekszenie
tego
gryzienia.Tylko sytuacje podniecenia.
Wiec jesli mialabym pokusic sie o jakis wniosek to raczej
wychodzi mi na to
,ze jest to efekt jej podniecenia niz jego wydzielania
hormonow/zapachow.
Jak kiedys powiedzialysmy ,Zuzia nie ma mechanizmow hamowania w
sytuacjach
podniecenia.Raz wprawiona w ruch nie potrafi przestac.
Do tej pory byly nieliczne przypadki ,ze napadala tak obce
samce(obce -znajome ze spacerow).Ale to byly bardzo delikatne
ugryzienia w
porownaniu z tym co robi Torowi.
I jeszcze jedno.Jesli idziemy na spacer w kilka psow i ja biore
oba moje
,Zuzia bezustannie gryzie i skacze na Tora. Od momentu odpiecia
ich ze
smyczy ona zaczaja sie za jakims krzakiem i ponawia ataki
na
niego.Zaczajenie,wypatrzenie,
bieg,pogon,dopadniecie,gryzienie.Czasem on
ucieka czasem chowa sie u mnie pod nogami.
te ataki sa tak nieustajace i zaciekle ,ze czesto musze poprostu
brac ja na
smycz ,bo nie ma mowy o normalnej rozmowie i spacerze podczas gdy
psy
oszalale ganiaja sie po krzakach. Toro ucieka a Zuzia goni a
jesli
przylacza sie do tego inne psy to Toro i Zuzia natychmiast
zmieniaja front i
oboje gonia towarzyszacego nam psa(lub najmniejszego z
grupy).
Toro prawie nigdy nie gania Zuzi ,chyba ,ze ona ma patyk w zebach
ale pogon
jest bardzo krotka.
To chyba najwazniejsze obserwacje tych sytuacji.
Temat do przemyslenia.
Sciskam magda&Z&T
301From: Anna SZYMANIAK
Date: Thu May 13, 2004 5:25pm
Subject: Re: Witam!/o moich psach
... czyli jak golden stlamsil amstaffa
Amstaffka trafila do nas zupelnie zwyczajnie: moi mlodsi bracia
ublagali
po roku rodzicow. Obiecywali, ze sie beda zajmowac psem itd.
Jednak szybko
im minelo. Mimo ich nieodpowiedzialnosci nikt z nas nie wyobraza
sobie
zycia bez Fabi, wiec zajmuje sie nia reszta rodzinki.
Fabi znalazla sie u nas w wieku 10,5 tygodnia. Najstarsza suka,
goldenka
Alba, miala wtedy 1,5 roku i od poczatku tlamsila mala jak tylko
sie dalo.
Kiedy Alba miala ochote, szalaly razem do upadlego. Poczatkowo
ich zabawy
to byly glownie walki zabawowe, potem, kiedy Fabi podrosla,
zaczal sie
berek (problem w tym, ze obie najbardziej lubia uciekac; Fabi
szczegolnie
lubi uciekac ze zdobycza) i przeciaganie szmacianych zabawek
(raz
zwyciezala jedna, raz druga). Fabi nie miala prawa podejsc
do
odpoczywajacej Alby blizej niz na metr. Alba zabierala jej
wszystkie
zabawki, ale do miski nigdy nie podchodzila. Relacje miedzy
dziewczynami
zmnienily sie troche po narodzinach szczeniat Alby. Zaczela
szanowac to,
ze Fabi moze miec cos swojego, ze Fabi moze chciec przejsc kolo
niej itd.
Nigdy nie widzialam zadnych ostrzegawczych klapniec zebami:
konczylo sie
zawsze na znieruchomieniu lub warknieciach. Rok temu do stada
dolaczyla
Chica - coreczka Alby. Mala dziewczynka od poczatku byla
"charakterna" i
jej nikt nie tlamsil. Od poczatku starsze suki respektowaly
jej
przestrzen, jej zabawki itd. Wszystkie trzy zyja jak na razie
bardzo
zgodnie, chociaz nie potrafie stwierdzic, ktorej podporzadkowuja
sie
pozostale. Bardzo ciekawe jest to, ze w zabawach wystepuje staly
sojusz:
mlodsze przeciwko starszej. Obawialam sie troche zmian charakteru
u Fabi
po sterylizacji (koniecznej ze wzgledow zdrowotnych), ale
nic
niepokojacego nie zauwazylam. Patrzac na nie mam wrazenie, ze
potrzebuja
siebie nawzajem jak powietrza - sa bardzo zzyte.
Bede pisac wiecej:-)
Pozdrowienia z deszczowej Sevilli!
ANia
302From: Anna SZYMANIAK
Date: Thu May 13, 2004 5:29pm
Subject: Re: [dogobserver _pl] odstawienie ogona w bok
Mialam okazje skonfrontowac intensyfikacje odstawiania
ogona i poziom
hormonow we krwi u mojej suki. W jej wypadku odstawianie ogona
znacznie
wyprzedzilo fizjologiczna gotowosc do krycia, bo pojawilo sie na
4 doby
przed owulacja.
Moge zrobic fotke do etogramu - musze tylko poczekac na
cieczke;-)
Ania
310From: Romas
Date: Fri May 14, 2004 0:56pm
Subject: Czy psy maja poczucie humoru
Zastanawiam sie nad tym.
Blam ponownie na spacerze z pudelkiem toy ,Billy.
Toro byl bez kaganca ,bo Billy boi sie tego .Po powitalnym
powachaniu ,gdzie Billy
bardzo ladnie okazal podporzadkowanie (kucniecie,odwrocenie
glowy),poszlismy na
laki.Oczywiscie Ford(pudel bialy przyjaciel Tora ) tez byl.Ale
jest wiosna ,cieczki ,wiec
Ford byl troche nieobecny duchem.
Billy od samego poczatku zaczal zaczepiac Tora.Najpierw tylko
biegl za jego nogami i
usilowal lapac za torowe piety.To za wysoko dla niego.
Rozpoczal wiec podbieganie od przodu Tora.Najpierw tylko
niesmialo zabiegal droge
Torowi i uciekal .Ale po chwili widocznie uznal ,ze jest
bezpiecznie.
Poniewaz jest tak niziutki skok na Tora nie wchodzi w gre.Zaczal
wiec doskakiwac w
kierunku torowej mordy z bezglosnym szczeknieciem .I w koncu z
glosnym
szczeknieciem ,co jest niezwykle jako ,ze do tej pory nie
szczekal w domu z duzymi
pudlami.
I teraz ciekawe co robil Toro.
Najpierw ignorowal Billego ,zgrabnie go omijajac.W miare jak
zaczepki toyka byly
coraz mocniejsze Toro zwracal na to coraz wieksza uwage.Wreszcie
jak toyek szczeknal
,Toro zamarl, i mocnym szybkim ruchem odwrocil glowe (zezowal
przy tym smiesznie
na toya ,tak jak to robia troche przestraszone psy ale nie bylo
napiecia w sylwetce).Tak
jakby ten szczek byl wydany przez duzego psa i trzeba mocnego
CS-u zeby to
powstrzymac.
Nastepnie poniewaz toyek skoczyl w strone Tora ,moj miesniak
odskoczyl w bok.Ale
ten odskok ,podobnie jak to odwrocenie glowy byl przesadny.
Jesliby to byli ludzie powiedzialabym ,ze Toro nabija sie z
Billego ,ze mowi "och ,jak
straszny jestes,ale sie boje ".
Im bardziej Toro odskakiwal tym chetniej Billy usilowal skoczyc
.Co oczywiscie ze
wzgledu na roznice wzrostu nie moglo sie udac(taki szczeniecy
skok na kark drugiego
psa).
Potem Toro odszedl w swoich spawach.Ale jeszcze kilkakrotnie
Billy prowokowal Tora
do zabawy,nawet gonil go i Toro uciekal w ...no nie wiem jak to
nazwac ale biegl
szybko z uchylonym pyskiem (smiejacym) i ogladal sie czy Billy
nadaza/goni.Jak Billy
zaplatal sie w krzaki Toro wrocil i podjeli zabawe jak Bill sie
uwolnil.Toro czekal na
niego !
Zumiewajace i cudowne.
Czy Toro moze miec poczucie humoru.Czy moze bawic go takie
dokazywanie z tak
malutkim wzrostem szczenieciem?Czy tez moj pies naprawde obawial
sie tych
szczekniec? Jak u wiekszych psow bywa takie szczekniecie moze
zapowiadac bolsene
szczypniecie zebami,czy naprawde Toro mogl myslec ,ze Billy jest
w stanie go ugryzc?
Och ,jakaz szkoda ,ze nie moge zajrzec do mozgu mojego
psa!!!
A wogole to jestem zakochana w Billim ,bo dawno nie spotkalam tak
wspanielego
pieska,tak kontaktowego i bioracego udzial we wszystkim co sie
dzieje, a do tego w
takim kieszonkowym formacie.
Najbardziej cudowne bylo to ,ze jak tylko zwracalam sie do Bilego
jakimkolwiek
slowem on natychmiast na to reagowal.A przeciez widzi mnie trzeci
raz .Wiele psow
znam latami i nie podchodza do mojej wyciagnietej reki.Tu
natomiast blyskawiczny
kontakt.
Odswizajace :-)
Sciskam zauroczona magda&Z&T
312From: Anna Radwanska
Date: Sat May 15, 2004 8:56am
Subject: Re: Czy psy maja poczucie humoru
> I teraz ciekawe co robil Toro.
> Najpierw ignorowal Billego ,zgrabnie go
omijajac/.................../
Super opowiadanie :-)
> Czy Toro moze miec poczucie humoru.Czy moze bawic go takie
dokazywanie z
tak malutkim wzrostem szczenieciem?
Nie wiem, ale moj Talmi tez potrafi "zartowac sobie" ze mna. Np.
wychodzimy
na spacer, Talmik (ze swoja zabawka w pysku - retriever) siknie
raz, ja w
tym czasie ide sobie kawalek, bo przeciez zaraz mnie dogoni. Po
chwili
odwracam sie, a ten stoi, merda ogonem, smieje sie calym pyskiem,
zabawka
lezy kilka krokow od niego. Wolam
"wez zabawke i choc" (takie nigdy nie uczone, ale rozumiane przez
niego, nie
zobowiazujace polecenie) a on zaczyna udawac, ze nie wie o co
chodzi, siada,
stoi albo chopdzi dookola udajac, ze szuka, popatrujac na mnie ze
smiejacym
pysiem i udajac, ze zapomnial zabawki i nie wie gdzie ona
jest.
Gdy zaczynam isc w kierunku zabawki zeby ja podniesc, nagle
sobie
"przypomina", ze gdzie ja zostawil, jest przy niej pierwszy, po
czym akcja
zaczyna sie od poczatku :-)
Inna forma tej zabawy - gdy zaczynam isc w jego kierunku zaczyna
sie turlac
w trawie caly czas "smiajac sie" i kaze sie drapac po brzuszysku
:-)
AnkaRa
314From: Anna Radwanska
Date: Sun May 16, 2004 5:44am
Subject: Re: Czy psy maja poczucie humoru
> Trzeba by tu najpierw zdefiniowac termin "poczucie humoru" :-)
Jakos nigdy wczesniej sie nad tym nie zastanawialam, ale mysle,
ze jesli
male psiaki bawia sie ze soba lub matka bawi sie z malymi, to
oprocz bardzo
"przyziemnego podtekstu" zdobywania roznorakich doswiadczen, co
ma znaczenie
w zabawie kazdego zyjacego osobnika, napewno musi istniec
motyw
przyjemnosci, i no wlasnie, czego?
> Jednak to zastanawiajace w jaki sposob psy klasyfikuja
poznawane osobniki
i
> co w ostatecznycm rozrachunku pozwala z jednymi sie
bawic/obcowac a z
> drugimi nie.
No wlasnie, ciekawa rzecz. Moj Talmi tak naprawde zaczal bawic
sie z psami
jako stary juz, kilkuletni pies, dzieki niezyjacemu juz :-(
malemu i
strasznie nakreconemu szczeniakowi, ktorego znalazlam biegajacego
po
ulicach. Jak przyjezdzaalam do rodzicow, on juz na klatce
schodowej cieszyl
sie na te zabawe. To nawet trudno okreslic jak to wygladalo, ale
cale jego
cialo ten stan wyrazalo. Gdy juz wpadl do mieszkania od razu
biegl w
poszukiwaniu Farcika i zaczynala sie kosmiczna jazda - bieganina,
przwalanki
itp :-))
Talmi jako szczeniak czy dorastajacy pies robil to baaardzo
rzadko i TYLKO
gdy byl obecny jeden pies. Gdy pojawial sie trzeci, jakby tracil
watek i nie
bardzo wiedzial co teraz. Stawal z boku, obchodzil psy dookolo,
widac bylo,
ze "ma chec", tylko JAK!
Swoja droga dziwne zachowanie. Byc moze winna byla tez jego
niedoczynnosc
tarczycy, dlugi nie zdiagnozowana i nie leczona. W czasach
Farcika, juz byl
ustawiony na lekach i ogolnie rzecz biorac dzialal zdecydowanie
szybciej :-)
Czesto widze gonitwy i walki niby kilku psow. Talmi nigdy nie
biegal tak z
psami. Jesli juz sie bawil to tylko w stacjonarne przewalanki,
mocowanie,
przepychanie - zawsze glowa, lapami, nigdy nie zebami. Paszcza
pozostawala
otwarta, ale nigdy nie bylo markowania gryzienia.
> I w opisywanej przez Ciebie sytuacji ciekawe jest to ,ze
pies doskonale
> zdaje sie widziec jaka bedzie Twoja reakcja,jak sklonic Cie
do
dzialania.
> Zastanawiajace ,bo obrazuje procesy myslowe u psa.
Clicker Games! :-) Od czasu jak sama bawilam sie w to po raz
pierwszy, nie
mam watpliwosci, ze psy potrafia kombinowac :-)
I mysle, ze wynika to z doswiadczen. Przeciez pies doskonale wie
jaka
reakcje uzyska swoim zachowaniem. Mysle, ze to taka swoista gra,
w ktorej
akcja psa daje nasza taka a nie inna reakcje i jakos to sie tak
"samo"
rozwija. U nas, po pewnym czasie przechodzi to prawie w
rytualy.
Gdy widzialam np., ze pies na spacerze zaczynal sie turlac po
trawie -
wyjatkowo dla Talmiska samonagradzajace rolowanie wyuczone
klikerem - jakos
zawsze zmuszalo mnie do podejcia, pochylaenia sie nad nim,
mowilam cos ze
smiechem, glaskalam po brzuchu. Teraz facet robi to samo, ale juz
wyraznie
czeka na taka moja reakcje. I nie odpusci, jesli nie dostanie
swojej porcji
pieszczot. :-)
AnkaRa
319From: Anna SZYMANIAK
Date: Sun May 16, 2004 7:52pm
Subject: Re: Re: Witam!/o moich psach
Co do wplywu hormonow - Alba przez pierwsze trzy tygodnie
zycia szczeniat
nie pozwalala Fabi sie do nich zblizac i Fabi mimo wieeeelkiej
ciekawosci
respektowala ten zakaz. Alba bardzo zlagodniala po
macierzynstwie, w tym
sensie ze pozwala innym psom na rzeczy, ktore wczesniej byly nie
do
pomyslenia. Najbardziej powarkujaca byla podczas tej cieczki, gdy
zostala
pokryta.
Co do malej, to jej pozwalano na rzeczy, o ktorych Fabi w jej
wieku nie
mogla nawet pomarzyc. Fabi czuje do malej taki respekt, ze nie
wchodzi do
pomieszczenia, gdzie stoi miska Chiquity, kiedy ona je. Fabi
nidgy nie
musztrowala malej, ale kiedy na spacerze inny pies za bardzo
mala
sponiewiera, Fabi natychmiast przychodzi z pomoca (w celach
pokojowych -
wyglada to nadal na zabawe, z tym ze kto inny jest gora).
Ania
P.S. Przepraszam, ze odnosze sie do cytatow nie przytaczajac ich,
ale tak
dziala moja skrzynka i nie wiem, jak to zmienic...
324From: maiwi
Date: Wed May 19, 2004 3:03pm
Subject: Oj nie bylam przygotowana
Oczywiscie musial sie wytarzac w tej rybie. Ci wedkarze to
PLAGA!!!
Dwa dni wczesniej zrobil to samo i umylam mu tylko wiekszosc
zabrudzonego futra na
grzbiecie i glowie w misce, jako ze nie kocha wanny. Przezyl.
I dzis znowu, chcialam mu oszczedzic przykrosci, wyjelam miske,
nalalam do niej wody
i... blad! Poszlam do kuchni wstawic ryz...
Zobaczylam, ze skrada sie do pokoju i zakrzyknelam: WULFIOZO!!!
Wtedy on
czmych, pod stol. Skulil sie, i zobaczylam, ze zrobilam sobie
problem. Nie mialam
zadnych smakolykow w lodowce, za ktorymi by sie dal wywabic spod
stolu albo w
strone lazienki...
Pies cofnal sie do okresu, gdy na moj podniesiony glos czmychal w
jakis kacik, bym go
tam nie mogla dopasc.
A ten smrod byl nie do zniesienia!
Opanowalam sie, podeszlam powoli, ukucnelam dwa metry od stolu.
Nie do wiary, taki
regres! Tak w mgnieniu oka utracic cale zaufanie do mnie.
Wzburzona, zagadnelam cos
w zamierzeniu milo i spokojnie. Ale... sie nie udalo! Przede
wszystkim nie udalo sie
opanowac ducha dzialania i znowu sprobowalam wywabic go spod
stolu poleceniem:
Wstan.
Sama unioslam sie przy tym nieco i wtedy pies wywalil sie
brzuchem do gory.
Rozumiecie? Tym wytarzanym grzbietem na dywan!!! Czy juz mowilam,
ze to
standard? Im bardziej pies jest wytarzany w jakims badziewiu lub
blocie, tym ja sie staje
bardziej nieostrozna i tym wieksza jest szansa rzutu na plecy!
No i wtedy zaczelam naprawde mocno walczyc z tym pospiechem i
zloscia w srodku, by
nie zastraszyc psa dokumentnie. "Chcialam go tylko umyc",
przeciez.
Poszlam po resztke pasztetu, rzucilam maly kawalek 1 m od psiego
nosa, ale tylko
wychynal i schowal sie jeszcze szybciej. Podrzucilam kawaleczek
troche blizej i wtedy
wyjrzal, zlapal i z powrotem skulil sie pod stolem. I tylko te
dzikie oczy!
Tak sie nie da. Drozka pasztetowa nie miala magii wywabiajacej.
Poszlam po karme. I kulka po kulce rzucalam na podloge. To
dzialalo silniej niz pokusa
pasztetu - w rzucaniu kulek jest ruch, ktory wykorzystywalam
wiele razy do zabawy z
psem w lowy. A na zaped lowiecki mozna liczyc nawet w srednim
stresie psa.
I udalo sie. Jakie to proste, chcialam zakrzyknac. Wystarczylo
zmiekczyc plecy, NIE
robic zadnych gwaltownych ruchow w strone psa i rzucac kulki na
podloge stopniowo
coraz dalej, i powoli wycofywac sie w strone lazienki.
Gdy schowalam sie za sciana korytarza do lazienki, wyjrzal zza
murka, i schowal sie
natychmiast. Uslyszal kulke. Widzial, ze je sie nie ruszam, nie
siegam do niego, ale i tak
wyskoczyl po kulke i w gwaltownym obrocie zabuksowal nogami po
podlodze ;o))) I
tak 3 razy. Za kazdym razem buksowal w mniejszym tempie. Ja
rzucalam w to samo
miejsce. Wreszcie wyskoczyl do kulki i sie nie wycofal. Zmienilam
miejsce rzucania
kulek. Teraz byla to juz drozka-do-lazienki. Troche kulek bral
technika wypad-odskok,
ale ta wieksza kupka za rogiem lazienki tez byla kuszaca...
No i w koncu polozylam torebke z kulkami na podlodze, ZA miska
(niech wiem, ze sa i
ze dostanie) Polozylam reke na grzbiecie Wufka, zobaczylam nieco
mniej przerazone
"oczy dzikiego kota", "Wytrzymasz", powiedzialam i wsadzilam
scierke do wody.
Ufff.
maria z frontu do walki ze smrodem zdechlej ryby
325From: Romas
Date: Thu May 20, 2004 8:08am
Subject: Moj pies mnie cieszy :-)
Wczoraj reakcja Tora bardzo mnie ucieszyla.
W lesie prowadzilam Zuzie na smyczy (bo gryzie strasznie Tora) a
on latal luzem.
Nagle zastygl na moment ,ogon wysoki ,glowa jak u konia na
paradzie-komunikat "cos
sie dzieje ".I polecial w las.Ale nie odbiegl daleko tylko
zatoczyl wielki luk i wrocil do
mnie ,schowal sie za mna.
W miare jak zataczal luk ogon opadal coraz nizej a uszy byly
coraz bardziej
zaniepokojone,wyzej sciagniete ,az do zmarszczenia czola.
Wyraznie sie czegos przestraszyl i poszukal u mnie obrony!!!Jak
dalam sobie z tego
sprawe to bardzo sie ucieszylam.
Co go tak przestraszylo.Facet w srodku lasu w ogromnych
rekawicach roboczych
ladowal sciete galezie na wozek.
Byc moze jak Toro go zobaczyl to facet akurat unosil galaz i
wygladal na duzo
wiekszego.
To tylko malutki kroczek ze strony mojego psa ,ale krok w dobra
strone.Chce zeby on
szukal u mnie pomocy ,zeby nie bral sprawy we wlasne lapy ,bo
jego decyzje nie
zawsze mi odpowiadaja :-)
I w koncu po takim czasie ,po tylu kielbaskach,po miesiacach
chodzenia lukiem obok
wszystkiego co drazni moje psy ,nagroda.
Dwa dni wczesniej przeszlismy spokojnie kolo dwoch szalejacych za
plotem ON-ow
.Toro luzem ,na sama moja prosbe "choc idziemy" zrezygnowal z
zamiaru wymiany
szczekow .I wczoraj ten przyspieszony powrot do mnie.
Zadowolona jestem.
A za dwa dni czeka nas ogniowa proba:-)
Rodzina z malym dzieckiem sie zwala .Mam czarne mysli i caly czas
kombinuje jak
najlepiej ochronic moje pieseczki :-))))
Sciskam magda&Z&T
337From: Asia Zylkowska
Date: Sat May 22, 2004 5:07pm
Subject: instynkt rozrodczy
Mialam wlasnie okazje obserwowac, jak silny jest u psow instynkt
rozrodczy.
Pojechalam z Punia i Saba (ok. 9 m-cy, sredni wzrost, cieczka) na
dzialke
pod Warszawa, gdzie kreca sie 2 nieduze, chyba bezpanskie
kundelki, nazywane
przez nas Kawaler i Morus.
Kawaler przez jakis czas mieszkal na jakiejs dzialce, jest
smialy, nie boi
sie ludzi, zdarza mu sie czesto dolaczac do ludzi idacych na
spacer. Musial
poczuc jakos przez plot zapach suki z ruja, bo probowal sie
dostac do
naszego ogrodu przez szczeliny miedzy belkami, zaczal tez kopac
dolek w
zwirze pod brama, ktory my zakopywalismy i polozylismy na
zmiekczanej ziemi
duzy kamien. W koncu Kawaler wykopal jednak na tyle duza dziure,
ze wszedl
do ogrodu i usiadl pod drzwiami na taras popiskujac, drapiac
lapka w szybe i
trzesac sie.
Gdy poszlam z sukami na wieczorny spacer, Kawaler nam towarzyszyl
i probowal
od czasu do czasu pokryc Sabe ku naszym energicznym protestom. Po
powrocie
znow zasypalismy dolek ,zamknelismy psu furtke przed nosem, po
czym prawie
od razu znalazl sie po wewnetrznej stronie ogrodzenia.
Prawdopodobnie cala
noc Kawaler spedzil na naszym tarasie - byl tam wieczorem, kiedy
szlam spac
i rano, kiedy wstalam.
Rano znow zabralam suki na spacer, tym razem dolaczyl sie do nas
jeszcze
Morus - pies sam z siebie raczej nie podchadzacy do czlowieka,
uciekajacy od
gwaltownych ruchow i mocniejszych spojrzen. Kawaler na widok
Morusa zaczal
warczec, wspial sie na niego tak jak na suke do krycie, potem
staral sie go
od nas odgonic warczac i rzucajac sie w jego strone, czasem
wskakujac mu na
kark. Morus jednak szedl za nami caly czas w takiej odleglosci,
na jaka
pozwalala mu obawa przede mna i zachowanie Kawalera, na moje
spojrzenia
Morus przystawal, odwracal sie i/lub oblizywal.
Jak wrocilam, zostawilam suki w domu i wyszlam do psow z
kawalkiem kurczaka.
Kawaler od razu skorzystal z tego, ze otworzylam fuurtke i wbiegl
do ogrodu,
Morus powachal reke z kurczakiem, dal sie podlaskac i zaczal
wspinac sie na
mnie w ten sam sposob jak pies kryjacy suke. Zaden pies nie
interesowal sie
jedzeniem.
Zostawilam psy za ogrodzeniem, Kawaler dosc szybko przeszedl
chyba pod brama
i usadowil na tarasie, Morus zostal przy bramie, przeszedl pod
nia po czym
wrocil na zewnatrz.
Po sniedaniu jechalam z sukami na zajecia Brama zostala otworzona
na
oscierz, jak prowadzilam suki z domu do samochodu, oba psy do nas
podbiegly
i patrzyly jak suki wsiadaja. Jak ruszylismy, psy biegly za
nami
obszczekujac samochod, a przy okazji rozszczekaly sie suki w
srodku. Psy
towarzyszyly nam caly czas gdy wolno jechalismy do drogi
asfaltowej, jak
wyjechalismy na szose nadal pedzily ze wszystkich sil za nami
jeden po
jednym poboczu, drugi po drugim az przestalam je widziec.
Pierwszy raz spotkalam sie z taka determinacja u psa. Wczesniej,
gdy Punia
miala cieczke, zdarzylo mi sie "tylko" przyprowadzic ze soba psa
ze spaceru
z odleglosci okolo kilometra. W Warszawie psy czesciej sa z
wlascicielami,
ktorzy jakos je odciagaja od suk w rui.
Zaczelam sie zastanawiac nad kilkoma sprawami zwiazanymi z
instynktem
stadnym:
- Jak daleko moze sie posunac pies w dazeenniu do
reprodukcji
Kawalerowi zalerzalo na kryciu Saby, ale szybko sie nauczyl, ze
ze ja jestem
nieprzyjemna, kiedy on na nia skacze. Nie ryzykowal konfliktu ze
mna
- Na ile pies dzialajacy pod wplywem insttyynktu moze dyc
kontrolowany (nad
zachowaniem Puni z cieczka moglam panowac w dosc duzym stopniu,
chociaz
ostatnia cieczke miala dawno i nie pamietam juz wszystkich
szczegolow)
- Czy jest roznica w sile instynktu psow ii suk
- W jakim stopniu kastracja wplywa na inssttynkt rozrodczy
psow
- wykastrowany kundelek tez probowal pokrryyc Punie
Jeszcze jedna rzecz: Saba na zaloty Kawalera reagowala pozytywnie
- stala,
odginala ogon, pozwalala mu na siebie wskakiwac. Ale jak
pojechalysmy na
zajecia i podchodzil do niej inny piesek, 10 m-czny sheltie,
zrywala sie z
pozycji w jakiej byla, szczekala na niego nisko. W tamtym miejscu
byla
pierwszy raz w zyciu, nie jest tez przyzwyczajana do podrozy i
tlumu ludzi z
psami (ok 4 obcych psow dookola), szczekala tez tak odganiajaco
na Punie,
moze czula sie ogolnie zagrozona w nowej sytuacji?
Uff, rozpisalam sie...
Asia, Saba i Punia
338From: maiwi
Date: Mon May 24, 2004 8:42am
Subject: huski o zdecydowanych pogladach
Hej
wracamy z dlugiego spaceru rowerowego. Ja pieje z zachwytu bo
pies wszedl
wlasnie bez polecenia w dosc szybki galop, taki ponad 20km/godz i
biegnie
wyprzedzajac rower. Ciesze sie, bo pies biega tylko rownolegle do
roweru, a
i to chetnie - od niedawna.
Wygasilam galop z ciagnieciem roweru w samym zarodku, wiele lat
temu, i
wydawalo sie, ze bieg przed rowerem nie mial szans powrocic.
Dopoki pies
nie wychodzil przed rower w tempie szybszym niz sredni klus, to
nie bylo
czego wzmacniac. Powiedziec wam ile nam zajelo to dogadanie sie
po
pierwotnym wygaszeniu przyspieszania biegu i galopu przed
rowerem? No
dobra, przyznaje sie ostatnio do dziwnych rzeczy... wiec niech
bedzie -
jakies 4 lata... ;o)
Wtedy, w mlodosci psa, wrzasnelam kilka razy z przerazenia, gdy
moj pies
wszedl w galop z 20 do natychmiastowo 30km/godz. i pociagnal.
Balam sie
bardzo, bo nie panowalam zbytnio nad tym co robi moj pies. No i
wskutek
tego pies nie zwykl przyspieszac ponad 10km/ godz. bedac
podczepiony do
roweru. No 13km/ godz. to juz byl sukces. Ale za to przy dobrych
hamulcach
moglam sie swobodnie wyrobic przy naglych zwodach w bok do
powachania.
Nie mozna wzmocnic czegos, czego pies nie robi. Cierpliwosc
zostala
nagrodzona. Pies od kilku spacerkow rowerowych SAM wlacza
biegniecie, gdy
jade z wieksza predkoscia OBOK niego. A gdy to juz jako tako
utrwalil, w
koncu zaczal wychodzic przed rower.
Przejechalismy dobrym tempem ponad 200m odcinek, gdy... wypadly
na nas dwa
ogromne psy. Szczerze mowiac, po tym co stalo sie potem,
wolalabym, zeby to
byly psy. A to byly suczki....
Wlascicielki suczek, ktore "napadly" na nas juz kiedys, sa
ogromnie
towarzyskie i nie wyobrazaja sobie, ze mozna by nie zaczepiac psa
;o)
Suczki powachaly sie z Wufim, jedna wrocila do witania dwa razy,
az w koncu
odeszly z wlascicielkami w strone skad jechalismy. A ja zostalam
z
klopotem. Wufi zawrocil i najpierw patrzyl w strone suczek, potem
probowal
wyskoczyc w ich strone, a ja staralam sie nie spasc z roweru, a
potem
usiadl. Znacie to juz. Taki mocny siad, gdy pies sie nie ruszy w
zadnym
innym kierunku oprocz tego, jaki wskazuje jego nos.
Sprobowalam cos z tym zrobic i zaczelam od podania kulek na
dloni. Bral
kulki chetnie przez praktycznie caly spacer, a teraz... nie
wzial.
Najprosciej byloby spuscic psa, niech sie pobawi. Ale... bylo
duze
prawdopodobienstwo, ze to NIE z ich powodu tak gnal. A jesli, to
scenariusz
bedzie taki, jak juz kilka razy przecwiczylismy: ja spuszczam
psa, on
podbiega do psow, z ktorymi wydawalo sie, ze chce sie przywitac,
i
natychmiast rusza w dalsza droge. Bez ogladania sie czy reakcji
na wolanie.
Wiem jak pies wyglada, gdy "gdzies jest cos interesujacego". I
tak wlasnie
teraz wygladal. Nie uda mi sie wyizolowac z otoczenia tego, co
uruchamia w
moim psie prztyczek z napisem "pobudzenie", bo nieslychanie
rzadko jest to
cos, co ja zauwazam. Wiec tak naprawde, to wiem zwykle tylko
tyle, ze moj
pies byl przed chwila pobudzony, ze pogna do tego czegos
natentychmiast,
jak go puscic, i ze nie mam pojecia, co to jest i gdzie to cos
jest.
Nie chodzilo o czas. Nie moglam spuscic psa, bo okolica, w jakiej
bylismy
byla odcieta przez trase szybkiego ruchu od terenow, gdzie
wczesniej
spacerowalismy. Realizacja pomyslu mogla wiec prowadzic za droge
pelna
rozpedzonych aut.
Sprobowalam zagadac do Wufiego. Spojrzal. Jest kontakt. Slyszy.
I
natychmiast znowu sztywno patrzy za suczkami. Ponownie
przetestowalam
mozliwosc zainteresowania czyms innym. Ale znowu tylko powachal
kulki i nie
wzial.
Przemanewrowalam tak, zeby lukiem pojsc nieco w kierunku suczek i
uruchomic
psa z siadu. Udalo sie, ale na chwile. Przez najblizsze dwa
kilometry pies
szedl obok roweru a raczej nieco z tylu, tak na wysokosci tylnego
kola (nie
cierpie tej pozycji), nie uruchamial sie do szybszego marszu na
zadna
komende slowna czy pozycje roweru. Nie pomagalo, gdy
radosnie
zakrzykiwalam, co zwykle poprawia mu humor i... tempo marszu. Dwa
razy
stanal jak wmurowany. O czestym wachaniu pobocza nie wspomne.
To trwalo i trwalo.
Nie jest latwo jezdzic z huskiem o zdecydowanych pogladach
;o)
maria i wufi
342From: Romas
Date: Mon May 24, 2004 8:59am
Subject: Re: instynkt rozrodczy
Ja moze nie odpowiem Ci konkretnie ,jako ,ze nie badalam jeszcze
sily
instynktu rozrodczego :-) ale ten instynkt zmusza zwierze
doniewiarygodnych rzeczy ;-)
Kazdy z nas zna opowiesci co moze zrobic pies ,ktory czuje suke w
ruji.
Piesek mojej kolezanki potrafi kilka dni z rzedu nie jesc ,nie
nocowac w
domu ,moknac i marznac.Siedzi pod plotem sasiadow gdzie jest
stara ,naprawde
stara ,na nasze ludzkie oko paskudna suka, i usycha doslownie w
oczach.
Natomiast co do suczek to ....latami udaje sie upilnowac suke
,tak ,ze
zaczynamy jej ufac ,zaczynamy wyobrazac sobie ,ze ona nie chce
dzieci.Nic
bardziej mylnego:-)
I dlatego teraz mam przyjemnosc obcowac ze szczenietami 7 letniej
suczki
,ktora doslownie na trzy minutki znikla swojej pani z
oczu:-)
Porod byl dramatyczny ale obserwacja jej opieki nad potomstwem to
cos
fantasycznego.
Suczka okrywa swoje dzieciaczki udem i pyskiem tak ,ze prawie ich
nie widac
spod jej futerka.
Ten instynkt ,rozrodczy ,musi byc bardzo silnym ,jak nie
najsilniejszym z
instynktow (obok samozachowawczego),bo inaczej dawno wszystkie
stwory by
wyginely:-)
Sciskam magda malo odkrywcza ale to wszystko wina komuni
:-)&Z&T ktory
wczoraj po przyjeciu znalazl i skonsumowal ok. 3 bochenkow chleba
(dobrze
,ze zostawil nam na kolacje trzy buleczki )
0 Comments
Click here to sign up now.