Zwyczaje w stadzie wilków
By miw
Jak człowiek widzi zwyczaje w stadzie wilków? p. też
artykuł na flickr
Czy człowiek dobrze naśladuje wilka?
Joanna Żyłkowska pisze (o stadzie wilków w Stobnicy):
"Jacek mowil tez, ze oni - opiekunowie szczeniat - pilnowali sie, zeby nie wchodzic do srodka stada, zeby pozostac poza nim. Nie spytalam, jak to dokladnie robili, wiec nie wyjasnie."
Maria Sobiecka odpowiada: Podejrzewam, że chodzi o pozycję w przestrzeni. To najważniejsze, czego mnie nauczył Wulfek, że NIE MA przypadkowego miejsca stania.
Joanna Żyłkowska pisze:"badacze chyba z Kanady majacy bezposredni kontakt z wilkami ("swoimi" ?) integruja sie ze stadem i ze im to dziala, ale wymada duzo wiekszej wiedzy i umiejetnosci, zeby utrzymac sie na swojej pozycji."
M.S.: Ciekawe czy chodzi ci o tych z Kanady, co zrobili film,
który widziałam w TV. Oni, dwoje badaczy, pokazali coś, co
utkwiło mi w pamięci. Oni zawsze utrzymywali poziom oczu na
poziomie oczu wilków, NIGDY wyżej. Ale może chodzi o innych
badaczy i inne sytuacje... Ja to "inne" widziałam, ale tu już bym
powiedziała, że to... eksperymenty.
Widziałam na filmie (a w realu także w Późnej :-(), jak się
człowiek "wczuwa" w rolę wilka i zachowuje, jego zdaniem
dokładnie tak, jak pies czy inny wilk by się zachował w tej
sytuacji. W wolnym tłumaczeniu to jest zachowanie człowieka jak
najbardziej powierzchownie i miejscami tylko podobne do tego co
naprawdę (znaczeniowo) robi pies. Człowiek wybiera te zachowania,
które jego, człowieka zdaniem, są istotne dla uznania człowieka
za prawdziwego członka wilczego stada. Czyli człowiek zachowuje
się nie tylko jakby miał futro i nosił siusiaka na wierzchu, ale
i miał zęby i pazury, którymi walczył będzie o te sprawy, o które
by walczył wilk. Czyli człowiek podejmuje zachowanie od początku
konfrontacyjne, bo przewaga człowieka jako gatunku musi być
utrzymana!
Realizacja tego podejścia wcale nie była taka jaką widziałam na
przykładzie Jane Gooddal - mimikry posilania się i dawania oznak
niezagrażania, ale całkiem odmiennie - zachowanie człowieka-wilka
było prowokacyjnie konfrontacyjne. Widocznie jednak takie
zachowanie bardzo ludziom pasuje, bo w Późnej zobaczyłam jak
pewien szkoleniowiec pochylił się do pyska psa (wilczaka), złapał
psiego fafla w zęby i ścisnął zębami, jak podejrzewam, bo
odwróciłam wzrok, i ściskał dotąd, aż pies nie zapiszczał. To
pewnie miało przekonać psa do uległości, albo miało na celu
pokazać MI, z jaką łatwością osiąga się przewagę nad psem. No i w
jak wspaniałym stylu!
Człowiek z eksperymentu z wilkami, w filmiku, który równie dobrze
mógł być wyreżyserowanym filmem pseudodokumentalnym, choć ja bym
obstawiała, że to real, warczał na swoje wilcze stado, podgryzał
za fafle, sikał z podniesioną na czworakach nogą, pozycjonował..
i takie tam... WYGLĄDAŁO bardzo profesjonalnie, bo nie został
zagryziony. No i demonstrował większość zachowań stadnych, o
których słyszał przeciętny Kowalski czy Smith. Film został
wycofany z internetu po kilku dniach. Ja w pierwszym odruchu
pomyślałam, że nie mogę się dziwić temu, że widzę w eksperymencie
dość prymitywny stereotyp, jeśli ten człowiek dopiero zaczyna
zbierać wiedzę o wilkach. "Odkrywanie" wilczych zachowań ja
miałam za sobą dopiero po wielu tysiącach obejrzanych zdjęć, bo
dopiero wtedy wypływać zaczęły te zachowania, które całkiem
umykały na początku, gdy się przywiązywało wagę do tych zachowań,
które są najbardziej widowiskowe, głośne i - zwyczajnie - inne od
tych, typowo ludzkich. Tymczasem chyba jednak nie te agresywne
zachowania stanowią o istnieniu stada i jego trwałości. Nie
przetasownia czy bitwy umacniają stado. To, czym jest stado,
decyduje się nie w jakichś krzykliwych wydarzeniach, ale w tych
niewielkich przysunięciach, podążaniach, usuwaniach się,
zastygnięciach z pochyloną szyją, głupim zaczepianiu i uciekaniu
przed srożeniem się, dawaniu forów itp.
Czyli, podsumuję, ten człowiek, który wchodzi w rolę wilka
dosłownie, a robi to, żeby wejść do wilczego stada, nie ma na
tyle rozumu, by zauważyć, że i wilk i pies odróżnia ludzi od
wilków wcale nie po tym, jak się człowiek zachowuje i czy chodzi
na dwóch lub czterech łapach. Różnią nas cele i sposoby
realizacji potrzeb oraz zapach, ale przede wszystkim to, że
horyzont zdarzeń zwierząt bardzo się różni od tego, który jest
właściwy gęsi. Praktycznie tylko ptactwo ma tak do końca i bez
reszty udokumentowane przeprowadzenie wpajania. Inne zwierzęta
nie poddają się wdrukowaniu innego gatunku bez reszty...

Pamiętam jak myśmy rozpoczynali przygodę z podglądaniem świata
dziwnych, wilczych psów (mam na myśli te z północy, co się
zachowywały nie jak psy, bo nie szczekały, nie szczypały za
rękawy, nie wisiały na człowieku i znakomicie same sobie ze sobą
radziły). Chcieliśmy się przedrzeć przez to co one wiedziały i
umiały, i komunikowały między sobą, a myśmy nijak nie rozumieli.
Podglądaliśmy i próbowalismy wyciągać wnioski... Oczywisty był
tylko jeden - że jeśli się coś przewidzi, to będzie zupełnie
odwrotnie. ;o) Wtedy, w tej desperacji, przychodziły nam do głowy
różne pomysły, jakby tu zrobić, żeby psy nas zaczęły rozumieć. I
wtedy pamiętam Andrzej miał pomysł, żeby zaznaczać tereny moczem
- z praktycznego punktu widzenia to było całkiem wykonalne...
nalałby do butelki w domu a na dworzu tylko wylewał po troszku na
różne krzaczki... ;o) Nie zrobił tego.
A po kilku latach obserwowania i tak się coś stało...

Coraz rzadziej byłam zaskakiwana i coraz częściej umiałam trafnie
przewidzieć, co będzie za chwilę. Podejrzewam, że dla mojego psa
też tak długo trwało osiągnięcie pewnej przewidywalności mnie...
i tak to po latach bez specjalnych sztuczek, a właściwie
wyłącznie dzięki przyglądaniu się sobie (wzajem) osiągnęliśmy
porozumienie międzygatunkowe :O))) I gdy mówię o moim kundlu, że
zachowuje się jak bura suka, to właśnie to mam na myśli, że jest
do mnie przywiązany i w miarę przewidywalny. A nie powinien, bo
zgodnie z rasą i zamkniętym czasem oswajania, powinien zawsze
zostać obcy wobec człowieka. :O)

Podążanie za
Przyszpilenie
By miwJednym z takich długo nie wyjaśnionych wydarzeń było przyszpilenie w powietrzu młodego szczeniaka za głowę przez malamuta chwytem tak mocnym, ze pozostały dziurki. Jedna aż do kości, z interwencja weterynarza z powodu ropienia potem w efekcie (to ja wymyłam te ranę bezmyślnie jakąś szmata :-(]
A wiec mogłoby się potwierdzić, ze malamuty dorosłe zachowują się jak krwawe bestie i próbują zabić szczenięta.. .
Długo żeśmy się zastanawiały nad tym z właścicielka, choć robiłyśmy to osobno. może tak to jest, ze w psie drzemie straszna bestia o imieniu wilk i u ras pierwotnych zawsze trzeba się bać, tego ze się ona obudzi...?
Właścicielka malamuta zapytała o możliwa przyczynę tego tak brutalnego złapania za głowę turid rugaas, norweska trenerkę psów, która wkrótce po wydarzeniu była z wizyta i wykładem w Polsce, a jest uznanym znawca psów i autorka obserwacji, ze psy wysyłają do siebie sygnały pomniejszające wzajemna skłonność do rozwiązań agresywnych.
Turid Rugaas wyjaśniła, ze przyczyna tak brutalnego potraktowania szczeniaka przez normalnego, zrównoważonego dorosłego samca, mógł być nadmiernie rozwinięty stres wskutek czegoś, co się działo w najbliższym otoczeniu. tutaj nie było trudno znaleźć źródła tego szczególnie 'nerwowego', stresowego zachowania. mógł tym być przyjazd obcego dorosłego psa samca podobnej wielkości i jego obecność w obejściu, gdzie oszczenily się niedawno dwie suki i gdzie się szczeniaki pętały pod nogami dorosłych.
Jeszcze dokładniej patrząc, czego już turid rugaas nie wiedziała, szczeniak znalazł się, przechodząc przypadkiem, akurat na drodze malamuta, który szedł do tego drugiego psa, żeby go zlomotac.
Ja zawsze wierzyłam w celowość zachowań zwierząt. wiec zaczęłam szukać, gdzie miałoby sens zastosowanie tego zachowania. przyszpilenie to zachowanie tak obce ludzkiej kulturze, ze moim zdaniem nie ma sensu brać na tego na logikę czy poszukiwać ludzkich odnośników, bo ich nie ma. my tworzymy cywilizacje bez bezpośredniego używania zębów. a skoro miałam do czynienia z zachowaniem z całkiem nieznanej bajki, to należy nagromadzić zdjęcia przyszpilen we wszystkich możliwych okolicznościach; zobaczyć, w jakich okolicznościach występuje takie zachowanie.
Zdjęcia pozwalały na... zaskakująco przeciwstawne podejście do charakteru przyszpilania. może i wy macie jakieś swoje zdjęcia czy przemyślenia z obserwacji przyszpilen? przyślijcie proszę. ;o)
Z obserwacji zdjęciowej Przemka Perona i Monty'ego Sloana wynika, ze przyszpilenie jest albo sygnałem stopującym mocnym, bo pojawia się zwykle w wykonaniu silniejszy wobec słabszego (w danej chwili lub generalniej) , albo przyszpilenie jest sygnałem powitalnym komunikującym o ogromnej radości, czego dowodzą zdjęcia zachowań powitalnych kojotów z wolf parku. o jeszcze trudniejsze wyjaśnienie prosi się zachowanie, jakie wyłapał dawno temu Przemek peron, gdy w trakcie filmowania szczeniąt na podwórku uchwycił, ze małe, ledwo się toczące szczeniaki miały "bez uchwytnej przyczyny" stosowany taki 'karcący' (?) chwyt za głowę przez przechodzącego jakby mimochodem dorosłego psa lub sukę. co istotne, zadno z tych zachowań nie przelało krwi. a trwało ułamek sekundy.
Kolejna obserwacje zachowania przyszpilenia miałam okazje zrobić 4 lata temu, a wiec gdy wulfy miał 5 lat i został mu przedstawiony szczeniak sznaucera olbrzymiego. Nie, nie wykonał tego przyszpilenia wtedy, ale wtedy stało się cos, co poprzedzało przyszpilenie, a co wtedy wydało mi się istotne. dziś nie wiem, czy było...
Małe miało 6 tygodni, a wiec było dla niego zdecydowanie za wcześnie jak dla większości szczeniąt psa do kontaktu ze światem psów dorosłych bez nadzoru orlego spojrzenia suki-matki. no a gdy w poszukiwaniu mleka czarne wpełzło pod brzuch stojącego nieruchomo wufka i sięgnęło po... co tam się akurat nawinęło w miejscu skąd powinno lecieć mleko... ;o) wufi odskoczył z piskiem i już nie pozwalał młodemu do siebie podchodzić, skutecznie i błyskawicznie uciekając przed nim.
Wiele razy potem w ciągu najbliższych tygodni małe z upodobaniem próbowało się przywitać na ulicy z wulfym. Czarny jak burza szarpał się i skakał, będąc na smyczy, ale wulfy przed nim uciekał; bez smyczy i na smyczy. ja uznałam, ze lepiej, żeby dąć mu na to szanse - i na smyczy tez miał całkowity luz, a ja za nim gnałam, by mógł uciec od kontaktu fizycznego ze szczeniakiem. Nie napierałam, bo mój pies wie lepiej niż ja, jak ma się zachować, wiec przez długi czas zachowywaliśmy dystans, żeby młode nie uciągnęło pani w nasza stronę.
Jednak któregoś dnia zdarzyła nam się wpadka. mój pies był na luzie i szliśmy akurat przez podwórko, gdy będący również luzem mały czarny potwor pojawił się i rzucił się do wufka w celach najwyraźniej radosno powitalnych. ja zamarłam, gdy zobaczyłam, co zrobił wulfy, nie zdążywszy uciec. myślę, ze każdego mógł przerazić widok jak wielka zębata paszcza mojego psa nagle jak błyskawica łapie za głowę szczeniaka. i... ufff.... puszcza. ułamek sekundy na szczęście umknął właścicielce czarnego, która akurat rzuciła okiem w inna stronę i sytuacja mogła się sama rozejść po kościach.
Ważne wydaje mi się teraz, ze nieważne było to, co się stało na samym początku - niespodziewany ból zadany przez szczeniaka. najbardziej istotne dla behawioru przyszpilenie jest to, co zrobił szczeniak tuz przed przyszpileniem - poruszał się szybko i bez respektu dla całej fury sygnałów, jakie w psim języku prezentował mu wulfy. wulfy się odwracał, odwracał nie tylko wzrok, ale i głowę, odwracał się cały, odchodził, zastygał albo spowalniał, obniżał głowę na szyi odsunięta lekko w skos, a młode... nie reagowało na te sygnały powstrzymaniem swoich akcji i parło do kontaktu fizycznego z dorosłym psem.
Po tej akcji oba psy spotkały się wiele razy w warunkach urągających jakimkolwiek zasadom bezpieczeństwa kontaktów psów; było to albo dociągniecie właścicielki sznaucera do wufka po 'wściekłym' oszczekiwaniu przez czarnego, albo spotkanie w warunkach - sznaucer olbrzymi na smyczy i na kolczatce, powstrzymywany resztka sil przez ciągniętą właścicielkę w warunkach bardzo ciasnej klatki, albo wręcz spotkanie w wejściu do mieszkania sznaucera... i te wszystkie sytuacje bez jakiegokolwiek napięcia same się rozwiązywały! same, ale dzięki temu, ze psy miedzy sobą wymieniały znaki. wufi zastygał i obniżał szyje, a czarne odskakiwało w pląsach, żeby podejść z innego kierunku. wufi warczał nisko, basowo, a młode przypadało niżej na łapach, aby spod spodu sięgnąć do pyska wufka i liznąć/ szturchnąć brzeg fafla. a ile było przy tym 'pomyłek'! na przykład łapa czarnego z polowa czarnego znajdowała się nagle na grzbiecie wufka... ;o) i nic! wystarczało nieruszanie się i warczenie i młode zsuwało się potulnie.
Nielicho byłam zaskoczona, gdy to wszystko, co generalnie gwarantuje bezpieczeństwo kontaktów, okazało się nie być potrzebne. wszystko absolutnie dawało się rozwiązać, jak teraz myślę, dzięki temu jednemu chwytowi za głowę, który kiedyś powstrzymał szczenię z superdopalaczem na tyle mocno, ze odtąd zauważało ono sygnały powstrzymujące. i choć nie było to równoznaczne z natychmiastowym respektowaniem. .. no ale uznajmy ze nauka paktowania stała się możliwa. ;o)
Dlatego zaczęłam myśleć, ze ważne jest, aby każde młode spotkało w swoim życiu dorosłego psa, który go nauczy rzeczy najważniejszych dla przetrwania. tak jasne sygnały, jakimi posługują się wilki i kojoty i wilczaki, są dla młodego łatwe, bo odruchowe. w ten sposób młodemu cos daje znać, ze są sytuacje, w której młode musi zamrzeć w bezruchu, powstrzymać się. Tak myślę, ze jest to życiowo ważna lekcja, jeśli wilczaki stosują ja prewencyjnie czyli chwytają za głowę 'bez zdania racji'.
A w przypadku malamuta z początku opowieści, to działanie BYLO ochronne, co by nie mówić, bo przecież usunęło szczenię z dostępu do terenu, gdzie poszły w ruch kły i pazury naprawdę...
Podsumowując: jeśli pies wymusi na szczeniaku reakcje odruchowego zatrzymania każdej działalności, niemal zwiotczenia, które przypomina odruchowa reakcje na chwyt zębami za szyje, kark czy głowę wykonywany przez matki do przenoszenia młodych (?), to młode włączy takie zachowanie jak 'powstrzymanie się, za-nic-nierobienie' do swojego repertuaru socjalnego. i będzie miało to znaczenie dla jego przetrwania BARDZO wielkie.
Pisze ten list nie bez powodów. mam co najmniej dwa. po pierwsze zaskoczona byłam reakcja na ang. dogobserverze na zdjęcia zabaw wilczaków, które pokazałam dla wyjaśnienia, ze nie ma nic 'ostrego' w zachowaniach zabawowych wilków i ze są co najmniej trzy rasy psów, jak husky, malamuty i wilczaki, które tak samo się bawią i takich samych min używają jak wilki. i zębów w zabawie i do ostrzegania. jednak nie bardzo wiem co dalej z tym zrobić, bo podczas gdy w moich oczach zachowania wilczakow są wyraziste, to dla innych właścicieli psów, może zwłaszcza amerykanskojezycznych, takie zachowania z użyciem zębów są określane jako ostre. i właścicielki są przekonane, ze dobrze robią wkraczając.
Jakieś komentarze? Drugi powód - może przy innej okazji.
Minusy drugiego psa
By miwMargo Peron 29 Aug 2005 pisze:
Ponizej znajdziecie kilka minusow zakupu drugiego psa - ktos sie dolozy? :)))) To oczywiscie o wilchakach, ale da sie podciagnac tez pod inne psy... ;)
- 2 wilczaki to juz STADO. A ono reaguje inaczej - jest mniej przyjacielskie do innych psow. Starszy pies staje sie Alfa, a to powoduje, ze staje sie VIPem i np psy zaczynaja zaczepiac inne samce (mimo, ze wczesniej byly bardzo przyjacielskie), suki zaczynaja bronic swojego nowego "szczeniaka".
- posluszenstwo stada jest takie jak najgorzej wyszkolonego czlonka stada... Czyli jesli jeden pies nie slucha, to i drugi nie bedzie...- odwaga stada jest taka jak najbardziej pewnego czlonka stada - czyli jesli mamy dwa psy: jeden strachliwy, drugi pewny siebie, to ten straszak bedzie tak samo pozowal, jak i jego pewny siebie kolega/kolezanka. W razie ew. awantury jedno bedzie pomagalo drugiemu....
- szczeniaka trzeba separowac od starszego psa, czyli trzeba wtedy liczyc sie z dodatkowymi spacerami, wyjazdami i to tylko z nowym nabytkiem. Chodzi o to, ze szczeniak o wiele gorzej sie socjalizuje. I jesli nie bedzie sie go separowac, aby nabral pewnosci siebie i ufal w SWOJE WLASNE sily, to stanie sie strachliwy (to oprocz zlej socjalizacji jeden z glownych powodow strachliwosci u CzW)
Pozdrawiam, Margo